Główny Inspektorat Transportu Drogowego nie wie, z czego wynika spadek wartości wystawionych mandatów. Między I a III kw. kwota ta zmalała z 29,3 mln do 17,1 mln zł, czyli aż o 41 proc. I choć gros tej sumy stanowią przecież grzywny za fotoradary, inspekcja wzbrania się przed jednoznacznym wnioskiem, że spadek jest efektem tego, iż kierowcy przechytrzyli czyhające na nich urządzenia.

Aleksandra Kobylska z GITD podkreśla, że kwota 69 mln zł za pierwsze trzy kwartały tego roku to suma wszystkich mandatów nałożonych na kierujących, a więc nie tylko za fotoradary, lecz także np. za przekraczanie przez kierowców dopuszczalnego czasu pracy czy zły stan techniczny pojazdów. Pewną rolę może odgrywać np. sezonowość niektórych wykroczeń (autokary szkolne są kontrolowane głównie wiosną i latem). Ale jednocześnie w GITD przyznają, że średnia liczba zrobionych zdjęć spadła już do 22 tys. miesięcznie. To o kilka tysięcy mniej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Dziś pojedynczy fotoradar robi ok. 20 zdjęć na dobę, a jeszcze w wakacje zeszłego roku było to ok. 60 fotografii. W dodatku nie wszystkie przechodzą późniejszą weryfikację i nadają się do postępowania mandatowego.

Istnieje co najmniej kilka przyczyn takiego stanu rzeczy. Kierowcy, zwłaszcza ci pokonujący codziennie tę samą drogę do pracy, wiedzą już, gdzie są zamontowane urządzenia rejestrujące. Wyrobili więc sobie nawyk zdejmowania nogi z gazu na poszczególnych odcinkach. W dodatku mogą liczyć na pomoc w postaci programów na smartfony, które ostrzegają przed radarami. - Z każdym miesiącem mamy coraz więcej użytkowników. W jeden z październikowych weekendów w godzinach szczytu online było ok. 60 tys. osób - mówi Magdalena Zglińska z serwisu Yanosik.pl.

Inna sprawa, że kierowcy przenoszą się też na drogi najwyższej jakości, na których fotoradary są zbędne. Nie dość, że mogą jechać szybciej, to jeszcze bezpieczniej i bez obawy o to, że ktoś lub coś ich sfotografuje (chyba że przyłapie ich fotoradar mobilny w nieoznakowanym radiowozie GITD, ale tych jest 29 na całą Polskę). Jeszcze przed autostradowym boomem, w latach 2005–2010, natężenie ruchu na drogach krajowych w Polsce wzrosło o 41 proc., z 7 tys. pojazdów na dobę do niemal 10 tys. Teraz zamiast kilkuset kilometrów mamy do dyspozycji ponad 2,5 tys. km dróg ekspresowych i autostrad, a ruch jest na nich coraz większy. W zeszłym roku po obniżce o połowę opłat na autostradzie A2 z Konina do Strykowa ruch na tym odcinku zwiększył się o ponad jedną trzecią.

Jeśli chodzi o kwoty wystawianych przez GITD mandatów, trend spadkowy może wyhamować montaż kolejnych 100 fotoradarów stacjonarnych i 29 systemów do odcinkowego pomiaru prędkości w 2014 r. Kierowcy będą musieli się do nich przyzwyczaić, a to oznacza, że początkowo będą łatwo wpadać w sidła GITD. Nie powinna za to ulec zmianie liczba nieoznakowanych radiowozów inspekcji.

Mimo ograniczonych zakupów GITD wciąż może liczyć na pokaźny budżet. Zwiększono go z niecałych 20 mln w 2011 r. do 150 mln zł rok później. W tym i przyszłym roku kwoty te będą podobne. W 2014 r. planuje się 128 mln zł z budżetu oraz 35 mln zł (w większości środki unijne) na rozbudowę Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym. Wzrost budżetu był uzasadniany ambitnymi szacunkami wpływów z fotoradarów, rzędu nawet 1,5 mld zł. rocznie. Te prognozy się jednak nie sprawdziły. GITD się broni, że od stycznia 2012 r. dzięki wzmożonej kontroli prędkości na drogach miało ocaleć 950 osób, a oszczędności z tytułu redukcji zdarzeń losowych miały wynieść prawie 4 mld zł.