Takie jednolite płatności elektroniczne uproszczą rozliczenia i przyczynią się do zmniejszenia kolejek w miejscach poboru opłat na zatłoczonych autostradach. Jest szansa, że jeszcze w sierpniu Komisja Europejska da zielone światło na realizację tego projektu. Jednak ten – choć słuszny i potrzebny – obarczony jest kilkoma niebezpieczeństwami, które mogą go całkowicie pogrzebać.

Polska jest jednym z krajów, które wdrożyły na drogach opłaty elektroniczne (system viaTOLL). Podobne funkcjonują w Niemczech, Austrii, Czechach, Słowacji, we Włoszech, w Francji i Hiszpanii. Od 1 lipca do tej grupy dołączyły Węgry, a od początku sierpnia – Białoruś. W praktyce każdy kraj ma swój system opłat elektronicznych, do którego wydaje własne urządzenia pokładowe. W efekcie kierowcy np. ciężarówek jeżdżących na zagranicznych trasach muszą się wyposażać w kilka urządzeń. Rozliczenia są kłopotliwe, bo w grę wchodzą dziesiątki osobnych faktur.

Komisja Europejska od 2009 r. promuje ideę ujednolicenia w krajach członkowskich UE systemów opłat drogowych, tzw. European Electronic Toll Service, EETS.

Odpowiednie regulacje prawne dotyczące EETS miały się u nas pojawić już w październiku 2012 r. Tak się jednak nie stało. Ale projekt przerósł nie tylko Polskę, lecz także inne państwa członkowskie i samą Komisję Europejską.

Teraz jednak pojawiła się szansa na przywrócenie go do życia, tylko na mniejszą skalę. Mowa o pilotażowym projekcie regionalnego e-myta (REETS, czyli Regional European Electronic Toll Service), w którym uczestniczy 7 krajów: Austria, Dania, Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania, Szwajcaria i my.

Plan jest taki, by budowę REETS dofinansowała Unia Europejska. Scenariusz ten jest bardzo prawdopodobny, bo Wspólnota posiada wyodrębniony w budżecie instrument finansowy TEN-T (Trans-European Network-Transport), w ramach którego dofinansowane mogą być transeuropejskie sieci transportowe. – Złożono wniosek do Komisji o finansowanie projektu REETS z TEN-T. Odpowiedzi z UE strony oczekują pod koniec sierpnia 2013 r. – informuje Urszula Nelken, rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. – Nadrzędnym celem jest wprowadzenie w 2015 r. pilotażowej usługi EETS w państwach uczestniczących w projekcie – dodaje.

Regionalne e-myto może się jednak okazać efektowną klapą, jeśli nie uda się rozwiązać kilku problemów. W Europie systemy e-myta opierają się na dwóch rozwiązaniach: komunikacji radiowej (w Polsce, Czechach, Austrii i Szwajcarii) oraz satelitarnej (Niemcy i Słowacja). Jest jeszcze hybrydowy system, który wdraża Francja. W systemie satelitarnym nie ma bramownic drogowych, dlatego konieczna jest ciągła komunikacja między urządzeniem pokładowym zamontowanym w samochodzie a satelitą. Do transmisji danych wykorzystuje się sieci komórkowe. To oznacza, że oprócz płacenia za przejechane kilometry kierowca np. z Polski czy Czech zapłaci za roaming danych (chyba że wykupi usługę REETS u niemieckiego dostawcy, który wyda urządzenie hybrydowe zarejestrowane w Niemczech).

Poza tym, aby udział Polski w regionalnym e-mycie miał sens (skorzystać mogliby też kierowcy osobówek jeżdżący np. na zagraniczne wakacje), GDDKiA powinna uwzględnić koncesjonariuszy. Inaczej kierowcy będą się sprawnie poruszać po znacznej części Europy, a w Polsce na prywatnych autostradach utkną w korkach do manualnego poboru opłat.

Tyle że jak się dowiedzieliśmy, koncesjonariusze nie mają ochoty pokrywać części kosztów w dostosowaniu systemów, a tego się od nich oczekuje. – Projekt REETS jest inicjatywą rządową, w której nie ma mowy o bezpośrednim udziale spółek koncesyjnych. Spółki te z kolei mają angażować się w projekt poprzez uczestnictwo w krajowych systemach opłaty elektronicznej – mówi Zofia Kwiatkowska ze spółki Autostrada Wielkopolska zarządzającej odcinkiem autostrady A2 w kierunku Niemiec. Ostatnie rozmowy w tej sprawie odbyły się w październiku 2012 r. – Odtąd nie ma sygnału gotowości ze strony rządowej do ich kontynuowania – twierdzi Kwiatkowska.

Wszystko więc wskazuje na to, że u nas REETS będzie bytem wirtualnym.