- Dopłacanie do kontraktów dla spółek budowlanych, które się pomyliły, byłoby jak zalegalizowanie dopingu dla sportowców. Nie ma mowy – mówi DGP Lech Witecki, szef GDDKiA.

Z raportu ETO wynika, że budowa dróg w Polsce za dotacje UE jest droższa niż w Niemczech. Opracowanie powstało na podstawie porównania kosztów 24 tras w Polsce, Grecji, Hiszpanii i Niemczech, na budowę których umowy były zawierane w latach 2005–2008. Te wyniki to paliwo dla GDDKiA w starciu z wykonawcami, którzy przekonują, że w Polsce buduje się za tanio, przez co spółki padają jak muchy.

GDDKiA twierdzi, że wnioski z raportu są zbieżne z jej polityką inwestycyjną po 2008 r., kiedy Polska częściowo wzorowała się na najbardziej efektywnym niemieckim modelu budowy. Drogowcy tłumaczą niższe średnie koszty budów w Niemczech szerszym otwarciem rynku, podczas gdy w Hiszpanii i Grecji rynki były regulowane przez system certyfikacji.

Lech Witecki podkreśla, że po 2008 r. liczba wykonawców została celowo zwiększona – z 28 do 270. Przy inwestycjach na lata 2014–2020 zapowiada dzielenie budowanych dróg na kontrakty po 10–15 km, co pozwoli konkurować w przetargach także mniejszym firmom; w Niemczech buduje się nawet odcinki po 5 km.

- Raport ETO uwzględnia koszty kontraktowe, ale tamtejsze firmy mają większe możliwości ubiegania się o zapłatę za roboty dodatkowe. Niemcy kontraktują małe odcinki dróg, ale działa tam sprawny system prekwalifikacji. Poza tym nasi zachodni sąsiedzi odrzucają rażąco niskie ceny, do czego GDDKiA nie ma instrumentów – odpowiada Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.