Nowe okresy gwarancyjne na razie dotyczą sześciu kontraktów o łącznej wartości 4,5 mld zł. Mają się pojawić na następnych. Rządowy inwestor twierdzi, że w kontraktach podpisywanych do 2008 r. gwarancje były skandalicznie krótkie, co zachęcało budowlańców do oszczędzania kosztem jakości. GDDKiA obawia się, że szykowane na Euro 2012 drogi – ponad 1,5 tys. km powstałych od 2008 r. – teraz szybko się posypią, a koszty napraw pokryją podatnicy.

– Nie odstąpimy od rzetelnego nadzoru nad jakością realizowanych inwestycji. Od wykonawców nowych dróg będziemy wymagać gwarancji udzielanych na pięć–dziesięć lat, a nie, jak bywało wcześniej, na rok albo dwa, czyli krócej niż na buty – mówi Lech Witecki, szef GDDKiA. Dlaczego Dyrekcja dopuszczała gwarancje na tak krótkie okresy? Według ustaleń DGP w przypadku niektórych inwestycji istnieje domniemanie korupcyjne, a sprawy bada CBA.

GDDKiA podpisała w tym roku aneks wydłużający z dwóch do siedmiu lat gwarancję dla trasy S8 z Konotopy do węzła Powązkowska w Warszawie. Z powodu licznych zastrzeżeń została ona warunkowo dopuszczona do eksploatacji w styczniu 2011 r. To zaskakujące, bo w przeliczeniu na kilometr to najdroższa trasa w Polsce: 218 mln zł za km. Do listopada 2014 r. wydłużona została gwarancja dla nowej obwodnicy Wyszkowa, która nadawała się do remontu już 9 miesięcy po otwarciu. Powód – wykonawcy oszczędzali na grubości warstw bitumicznych. Po tej inwestycji stanowisko stracił dyrektor mazowieckiego oddziału GDDKiA Wojciech Dąbrowski. Jak ujawniła centrala GDDKiA, dyrektor dążył do przeprowadzenia odbiorów na obwodnicy Wyszkowa mimo wykrycia wad technicznych.

W jaki sposób GDDKiA zmusza wykonawców do wydłużenia gwarancji? Jeśli odkryje niedociągnięcia przed otwarciem trasy, wspólnie z nadzorem budowlanym mogą zagrozić, że nie odbiorą drogi. Ale najpopularniejsza metoda to groźba uruchomienia kaucji gwarancyjnych. Te stanowią od 5 do 10 proc. wartości kontraktu, udziela ich bank albo ubezpieczyciel, a GDDKiA może sięgnąć po te pieniądze, jeśli droga wymaga poprawek, by na koszt wykonawcy usunąć niedoróbki. Wykonawcy obawiają się uruchomienia przez GDDKiA gwarancji, co dodatkowo osłabi i tak już marną ich wiarygodność wobec instytucji finansowych.

– Branża spodziewała się wydłużenia gwarancji, bo te roczne albo dwuletnie były zbyt krótkie – przyznaje Marek Michałowski, prezes Polskiego Związku Pracodawców. – Spółki wkalkulują zapewne dłuższe gwarancje w wysokość ofert w przetargach, ale zmusi je to do poprawienia jakości. Ze strony GDDKiA obawiam się jednak ruchu od ściany do ściany: był rok gwarancji, więc teraz będzie 10 lat. Należy znaleźć złoty środek, jednocześnie różnicując długość gwarancji na poszczególne elementy drogi – apeluje.

Wydłużanie gwarancji to kolejny zabieg – po publikowaniu list nierzetelnych wykonawców, który ma ratować sytuację wynikłą z polityki kryterium najniższej ceny, które pozwalało dotąd wygrywać kontrakty drogowe. Rządowy inwestor ma też duże zastrzeżenie do firm pełniących funkcje inżyniera kontraktu, którym zdarza się grać w jednej drużynie z wykonawcą, przymykając oko na niedoróbki.

Branża spodziewała się wydłużenia gwarancji, bo były zbyt krótkie