W tym tygodniu mija pięć lat od dnia, kiedy premier Donald Tusk powierzył Lechowi Witeckiemu pełnienie obowiązków generalnego dyrektora dróg krajowych i autostrad. W tym czasie Polska doświadczyła napędzanego organizacją Euro 2012 boomu budowlanego, a sieć autostrad i dróg ekspresowych wydłużyła się z 1016 km do 2463 km (kolejnych 700 km w budowie). Jeśli spojrzymy na atlas drogowy Polski sprzed pięciu lat i na dzisiejszy, Witecki prezentuje się jako Kazimierz Wielki polskiego drogownictwa. Ale jest też druga strona medalu.

Stale na celowniku

Gdy mowa o szefie Generalnej Dyrekcji, członkowie zarządów dużych spółek budowlanych nie przebierają w słowach. To właśnie Witecki jest ojcem polityki przetargowej GDDKiA opartej w 100 proc. na kryterium najniższej ceny, która przyczyniła się do upadku takich gigantów jak Polimex-Mostostal i PBG oraz przymusiła do ucieczki z Polski Chińczyków z COVEC (razem z gwarancjami bankowymi) czy Irlandczyków z SRB i SIAC. Tylko w 2012 r. zbankrutowały 273 spółki budowlane – siedem razy więcej niż w 2007 r., kiedy Witeckiego w GDDKiA nie było.

Witecki jest stale na celowniku. W ubiegłym tygodniu w Sejmie ktoś znów puścił plotki, że podał się do dymisji. Przez media odwoływany był już wielokrotnie, a najbliżej tego było w 2012 r., kiedy Witecki dostał od premiera ultimatum: albo autostrada A2 Łódź–Warszawa przejezdna na Euro 2012, albo do widzenia. Gdy wykonawca Bogl a Krysl dokonał rzeczy niemożliwej – dwa dni przed meczem Polska–Grecja po A2 ruszyli pierwsi kierowcy – dyrektor wręczył w ramach przegranego zakładu skrzynkę whisky Josefowi Kryslowi. To były piękne chwile, które mocno kontrastują z obecną sytuacją: Bogl a Krysl jest na skraju upadłości.

– Naszym klientem jest kierowca, dlatego to interes kierowców, a nie wykonawców jest dla nas najważniejszy. Wykonawca to partner, od którego inwestor powinien dużo wymagać, na przykład gwarancji na nową drogę udzielanych na 5–10 lat, a nie, jak bywało wcześniej, na rok albo dwa, czyli krócej niż na buty – mówi nam dyrektor GDDKiA.

Pełniący obowiązki

Wykonawcy niechętnie wspominają o tym, że przed Euro 2012 szarżowali z cenami w przekonaniu, że w razie kłopotów umowy da się aneksować. Kontrakty szybko okazały się nierentowne, bo w warunkach dużego popytu ceny materiałów wystrzeliły. Prezesi budowlanki rozpoczęli pielgrzymki do rządowej agencji w sprawie dopłat, ale nic nie wskórali. Adrian Furgalski mówi, że w Lechu Witeckim obudził się „duch NIK-owca”. Wykładnia jest taka: dopłat nie będzie, bo spowoduje lawinę kolejnych roszczeń ze strony wykonawców, którzy kalkulowali solidnie.

Lech Witecki to absolwent ekonomii na Politechnice Radomskiej. W latach 2007–2008 był prezesem fundacji zajmującej się obsługą zagranicznych środków pomocowych. Był nauczycielem akademickim wykładającym m.in. w SGH w Warszawie metody pozyskiwania i wykorzystywania funduszy strukturalnych. W latach 1998–2007 pracował w NIK, m.in. na stanowisku doradcy odpowiedzialnego za zarządzanie oraz wykorzystywanie przez Polskę funduszy UE (w NIK do dziś jest na bezpłatnym urlopie). Wykonawcy wytykają mu, że od objęcia sterów GDDKiA wciąż sprawuje funkcję pełniącego obowiązki, bo nie zdał państwowego egzaminu. Wynajęte przez branżę budowlaną kancelarie prawne próbowały już udowadniać, że przez to można podważyć decyzje GDDKiA – bez skutku.

Prywatnie jest ojcem dwójki dzieci. W czasie wolnym uprawia sport, najbardziej lubi jazdę na rowerze, a także wycieczki. W dyskusjach z reguły jest uzbrojony w argumenty. Umie obracać niewygodne sytuacje w żart. Niedawno po krytycznym artykule DGP na temat funkcjonowania Generalnej Dyrekcji na spotkanie z dziennikarzem przyszedł z pamiątkowym mieczem, który zdjął ze ściany gabinetu – „żeby wybić mu z głowy niektóre tezy tekstu”.

Znów rozdaje karty

Prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa Marek Michałowski twierdzi, że Witecki rzucił branżę budowlaną na kolana. Generalny dyrektor dróg krajowych i autostrad uważa z kolei, że dzięki postawie instytucji finansowych, które przed udzieleniem gwarancji bacznie sprawdzają spółki budowlane, wymusi na wykonawcach lepsze zarządzanie kontraktami w budżecie 2014–2020.

Niedawno minister Sławomir Nowak dał Witeckiemu zielone światło do ogłoszenia w tym roku 50 przetargów o łącznej wartości 32 mld zł, których realizacja zacznie się w roku 2014. Do 2020 r. łączna kwota wydatków na drogi krajowe może sięgnąć astronomicznych 75 mld zł. Witecki znów rozdaje karty.

2824 km to planowana łączna długość autostrad i dróg ekspresowych pod koniec 2013 r. (to prawie trzy razy więcej niż w 2008 r.)

700 w tyle sporów prawnych jest zaangażowana GDDKiA; większość z nich to roszczenia wykonawców o aneksy na łączną kwotę prawie 6 mld zł