W tym tygodniu mija pół roku od obniżenia opłat za przejazd 103-km odcinkiem autostrady A2 z Konina do Strykowa pod Łodzią. W połowie maja stawka spadła do 10 gr za każdy kilometr przejechany przez samochód osobowy. Wcześniej – od czerwca 2011 r. – kierowcy płacili po 20 gr za kilometr.

Z najnowszych danych o natężeniu ruchu wynika, że obniżka podziałała na kierowców jak magnes. Jak podaje Dorota Prochowicz z viaTOLL, łączna liczba aut, które przejechały A2 między Koninem i Łodzią, podskoczyła o 35,6 proc. w stosunku do analogicznego okresu ub.r.

Wprawdzie na tej obniżce GDDKiA traci, bo wpływy są niższe niż przed rokiem, ale skala tego spadku jest niższa od wielkości obniżki. Od lipca do października opłaty pobierane od kierowców na bramkach spadły tylko o 29 proc. Średnio miesięcznie do kasy GDDKiA rok wcześniej wpadało 6,4 mln zł, podczas gdy teraz – 4,5 mln zł.

– Po obniżeniu stawki automatycznie wzrasta popularność autostrad. Cena powinna być tak skalkulowana, żeby zdejmować ruch z zakorkowanych dróg niższej klasy i ograniczać emisję spalin. Tych stawek GDDKiA nie wprowadziła jednak z miłości do kierowców, tylko pod naciskiem Brukseli – podkreśla analityk transportowy Adrian Furgalski.

Budowa A2 była dofinansowana z pieniędzy UE. A warunek rozliczenia dotacji jest taki, że GDDKiA nie może zarabiać na tej trasie. Zyski z bramek mogą pokrywać jedynie koszty utrzymania drogi. Gdyby opłaty nie zostały obniżone, rząd musiałby zwrócić część pieniędzy.

Jak podkreśla Urszula Nelken z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, na wzrost ruchu miało też wpływ otwarcie w przeddzień piłkarskich mistrzostw Europy odcinka A2 z Warszawy do Strykowa. To przełożyło się też na lepsze wykorzystanie odcinka do Konina.

Adrian Furgalski dodaje, że natężenie ruchu na A2 ze Strykowa do Kowala będzie rosło np. w wyniku otwarcia w ostatni wtorek A1 ze Strykowa do Kowala (tutaj docelowo opłata też będzie wynosiła 10 gr za km).

Polskie autostrady mają ponad 1,2 tys. km długości, z czego płatne odcinki mierzą 730 km. System jest mało czytelny: to, ile trzeba płacić za korzystanie z nich, zależy od zarządcy. Stawki są różne nie tylko w zależności od tego, czy drogą zarządza Generalna Dyrekcja, czy prywatni koncesjonariusze. Ceny są różne na dwóch odcinkach A2, należących do spółki Autostrada Wielkopolska Jana Kluczyka.

– To absurd. Po 20 gr za kilometr wychodzi przejazd odcinkiem koncesyjnym między Rzepinem i Nowym Tomyślem, ale od Nowego Tomyśla do Konina to już po 28 gr, mimo że zarządca jest ten sam: Autostrada Wielkopolska. Z kolei za odcinek zarządzany przez GDDKiA Konin – Stryków płacimy 10 gr za kilometr. Który z kierowców to zrozumie? – pyta były minister transportu Jerzy Polaczek.

Różnice biorą się ze stosowania trzech różnych modeli wyznaczania stawek. Minister transportu ma bezpośredni wpływ na ceny na odcinkach w zarządzie GDDKiA, a pośredni na niektórych odcinkach administrowanych przez koncesjonariuszy, np. GTC (A1 Gdańsk – Toruń) czy AW (A2 Świecko – Nowy Tomyśl). Na innych zarządzanych przez koncesjonariuszy – np. Konin – Świecko Jana Kulczyka – o stawkach decyduje tylko koncesjonariusz.

Stawka 10 gr za km GDDKiA obowiązuje też na autostradzie A4 między Bielanami Wrocławskimi a Sośnicą. Jak się okazuje, ta autostrada jest jeszcze bardziej popularna niż A2. Tam wpływy z opłat sięgnęły aż 12 mln zł. Przed rokiem ten odcinek był zwolniony z opłat.