Jak poinformował zastępca prokuratora rejonowego w Brzegu Waldemar Chrząszcz, prokuratura w Nysie ma czas do 11 sierpnia, by podjąć decyzję o ewentualnym wszczęciu śledztwa w tej sprawie.

Prokurator Chrząszcz dodał, że zawiadomienie zostało w poniedziałek - wraz z dokumentacją medyczną dotyczącą zmarłego - przekazane z Brzegu do Nysy w związku z właściwościami terytorialnymi. "Punkt poboru opłat przy wjeździe na A4 podlega pod rejon nyski" - wyjaśnił Waldemar Chrząszcz.

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na narażenia na utratę życia lub zdrowia 20-letniego mężczyzny, ofiary wypadku, który miał miejsce w nocy z 2 na 3 czerwca, złożyła w lipcu jego matka. Mężczyzna był jedną z dwóch ofiar wypadku, które w ciężkim stanie były przewożone w nocy z 2 na 3 czerwca przez autostradę A4. Na skutek obrażeń wewnętrznych odniesionych w wypadku zmarł 8 czerwca.

Przy wjeździe autostradę w nocy z 2 na 3 czerwca karetki ratownictwa medycznego Falck z Brzegu jadące na sygnałach natrafiły na zamknięte szlabany na węźle Przylesie.

Jak mówił PAP tuż po zdarzeniu w czerwcu kierownik ratownictwa medycznego Falck z Brzegu Mariusz Baran ratownicy stali tam 2-3 minuty, a "osoby znajdujące się w budkach poboru opłat nie zareagowały na obecność karetek". W związku z tym jeden z ratowników "wyszedł z karetki i ręcznie wyłamał szlaban bramki". Według przedstawiciela firmy Falck taka sama sytuacja zdarzyła się przy wyjeździe z autostrady A4 na węźle Prądy. "Karetki straciły przez to kilka minut" - powiedział wtedy Baran.

Prawnik Wojciech Proszewski z kancelarii prawnej z Olesna, która reprezentuje matkę zmarłego, poinformował PAP, że w zawiadomieniu o możliwości popełnienia przestępstwa kobieta wnioskuje o powołanie "medycznej instytucji specjalistycznej lub naukowej", by odpowiedziała na pytania, jaki wpływ na śmierć chłopca miał nieuzasadniony postój karetki na bramce opłat i w jakim stopniu postój przyczynił się do jego śmierci.

Kobieta chce też powołania biegłego z dziedziny architektury i sztuki budowlanej, by ten sporządził opinię nt. tego, czy bramki na autostradzie A4 - w tym na węźle Przylesie - mają pas awaryjny dla przejazdu służb ratowniczych, pojazdów policyjnych i strażackich. Jeśli nie - to czy są zbudowane zgodnie ze sztuką i spełniają wymogi bezpieczeństwa.

Dorota Prochowicz, rzeczniczka firmy Kapsch odpowiedzialnej za pobór opłat na autostradzie A4, podtrzymała swoją opinię sprzed kilku tygodni. Jej zdaniem zachowanie ratowników, którzy jechali karetkami z ofiarami wypadku z 2 na 3 czerwca było nieuzasadnione. Jak powiedziała Prochowicz, ratownicy powinni byli pobrać bezpłatny bilet autostradowy i wjechaliby na autostradę bez przeszkód.

"Współczujemy matce ofiary wypadku, ale utrzymujemy, że wjazd na autostradę nie był utrudniony. Złożyliśmy wyjaśnienia w tej sprawie opolskiej policji" - powiedziała PAP Prochowicz. Dodała, że jeśli zajdzie potrzeba, firma Kapsch przekaże śledczym nagrania z monitoringu.

"Wiemy, że takie nagrania są, ale o dostęp do nich będzie już zapewne wnioskować prokuratura w Nysie" - stwierdził w poniedziałek prokurator Waldemar Chrząszcz.

Wyjaśnienia w tej sprawie na prośbę policji złożył też opolski oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) oraz firma Falck.

Dyrektor operacyjny biura regionalnego firmy Falck w Opolu Piotr Kalociński podkreślił, że w nocy z 2 na 3 czerwca ratownicy zrobili wszystko, by zapewnić bezpieczeństwo ofiarom wypadku. Zwrócił też uwagę, że procedura wjazdu służb ratowniczych na A4, które posługują się obecnie systemem ViaTOLL przekazanym przez GDDKiA w czerwcu, po 3 czerwca uległa zmianie.