Układanie ostatniej warstwy asfaltu na 30-kilometrowym odcinku A2 pod Łodzią miało ruszyć tuż po zakończeniu Euro. Prace jednak wciąż się nie zaczęły. Jak donosi RMF FM, wykonawca, firma Eurovia, spiera się z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad o sposób ich przeprowadzenia. 

Wykonawca domagał się od GDDKiA zamknięcia całej autostrady na półtora miesiąca - w pismach wysyłanych do dyrekcji firma miała twierdzić, że takie były wcześniejsze ustalenia i jest to jedyny sposób na szybkie zakończenie budowy.

Eurovia przyznaje jednocześnie, że w przypadku kiedy GDDKiA będzie obstawać przy częściowym zamykaniu tylko jednej jezdni, to taka możliwość także istnieje, ale wymaga wyjątkowej mobilizacji i będzie... droższa.

To klasyczna próba wymuszenia większego wynagrodzenia - powiedział RMF FM Tomasz Rudnicki, wiceszef GDDKiA. Dodaje, że w poprzednich uzgodnieniach i umowach nie było mowy o zamykaniu całej trasy.

Drogowa dyrekcja miała tylko przemyśleć zamknięcie jednej jezdni. W opinii Rudnickiego wykonawca miał ludzi, sprzęt i mógł spokojnie ułożyć całą nawierzchnię jeszcze przed Euro, tak jak to się stało na odcinku C, na którym prace trwały do ostatniej chwili. Tymczasem na odcinku A od lutego tego roku żadne prace w ogóle nie były prowadzone. 

Jak donosi RMF FM w ostatniej korespondencji Eurovia zgodziła się na zamknięcie tylko jednej jezdni, ale chce to zrobić od razu na całym 30-kilometrowym odcinku. GDDKiA wolałaby, by układać nawierzchnię fragmentami, np. po 8 km. Dzięki temu kierowcy przez 8 kilometrów musieliby jechać jedną jezdnią w obu kierunkach, a przez następne 8 km mieliby do dyspozycji obie jezdnie. 

Spór trwa i nie wiadomo, kiedy ludzie i maszyny zabiorą się do pracy. Urzędnicy GDDKiA zapowiadają, że jeśli wykonawca tego odcinka A2 nadal będzie się uchylać od prac, wynajmie inną firmę, która dokończy układanie nawierzchni, a rachunek wystawią Eurovii.