Dotychczas, według procedur zaproponowanych przez firmę Kapsch, operatora systemu poboru opłat na A4, służby ratownicze miały podjeżdżać do bramek i pobierać bezpłatny bilet, by wjechać na autostradę. W razie korków miały korzystać z tzw. pasów serwisowych. Zdaniem służb ratowniczych pobieranie biletu opóźnia przejazd, co może zaważyć na bezpieczeństwie np. ofiar wypadków.

W niedzielę wieczorem firma Kapsch za pośrednictwem opolskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad dostarczyła służbom ratowniczym nadajniki viaAuto, dzięki którym można wjeżdżać na autostradę bez konieczności pobierania biletów. "Nadajników było w sumie 100. Zgłosiły się po nie do nas pogotowie i policja" - powiedział PAP rzecznik prasowy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad Michał Wandrasz.

Jarosław Dryszcz z biura prasowego opolskiej Komendy Wojewódzkiej Policji potwierdził, że policja pobrała nadajniki, w sumie 52 sztuki. "Będą rozdysponowane do jednostek, które stacjonują wzdłuż autostrady lub wykonują na niej czynności" - powiedział Dryszcz.

Przyjęcia nadajników odmówili natomiast opolscy strażacy. Zdaniem rzecznika straży Adama Janiuka "nadajniki niczego nie załatwiają". Nie otwierają bowiem bramki na pasie serwisowym, którym w razie zatoru przy wjeździe na autostradę miałyby przejeżdżać służby ratownicze. "Nam zależy na rozwiązaniu kompleksowym, a nie załatwiającym ledwie wycinek problemu" - powiedział Janiuk.

32 nadajniki przekazano w niedzielę w nocy jednostkom pogotowia w Brzegu, Kędzierzynie-Koźlu, Strzelcach Opolskich, Opolu i Nysie. 10 z nich trafiło do Opolskiego Centrum Ratownictwa Medycznego. Dyrektor Centrum Ireneusz Sołek zaznaczył jednak, że jest podobnego zdania co strażacy w kwestii funkcjonalności urządzeń viaAuto. "Nadajnik otwiera tylko standardowe bramki, nie te na pasie serwisowym. Jeśli jest korek do bramek, to musimy w nim stać, by dojechać do przejazdu" - powiedział Sołek.

Dodał, że procedury dotyczące ratowania ofiar wypadków na autostradzie powinny być konsultowane ze wszystkimi służbami, zanim bramki i cały system zostały zbudowane. "A tak się nie stało i dziś dopasowujemy procedury do rzeczywistości" - zaznaczył Sołek.

Adam Janiuk ze straży pożarnej przypomniał, że projekt planu ratowniczego dla autostrady A4 trafił do strażaków 31 maja ok. godz. 14, czyli na niecałe 10 godzin prze uruchomieniem systemu opłat. "A powinien był być u nas dużo wcześniej" - zaznaczył. "Na zaopiniowanie go potrzebujemy około tygodnia, ale już ze wstępnych ustaleń wynika, że są co do niego zastrzeżenia" - dodał.

Wicewojewoda opolski Antoni Jastrzembski spotkał się w poniedziałek z komendantem opolskiej straży pożarnej. Zapewnił, że w najbliższych dniach będą się odbywać spotkania, by rozwiązać wszystkie proceduralne problemy na A4. "Mam nadzieję, że do czwartku zostaną one rozwiązane" - oświadczył.

W nocy z soboty na niedzielę na węźle Przylesie doszło do wyłamania bramek na A4 przez ratowników medycznych, którzy wieźli dwie poważnie ranne ofiary wypadku, w tym jedną po reanimacji. Ratownicy podjechali do bramek, nie pobrali biletu i na sygnale stali ok. 2-3 min., czekając, aż obsługa podniesie szlabany. Ostatecznie wyłamali zabezpieczenia i wjechali na A4. Tłumaczyli, że była to sytuacja zagrażająca życiu ciężko poszkodowanych ofiar i każda minuta mogła zaważyć o życiu. Firma Kapsch uznała, że zachowanie ratowników było "całkowicie nieuzasadnione".