Na kilkudziesięciu metrach pod tym wiaduktem w niedzielę nie było jeszcze asfaltowej nawierzchni i to jedno z niewielu miejsc, gdzie trzeba ułożyć jezdnię. W niedzielę w południe ciężarówki dowoziły ziemię wypełniającą pas między jezdniami autostrady. Robotnicy z Czech, Słowacji i Ukrainy wyrównywali ją.

Robotnicy pracują wzdłuż głównej trasy, żeby jak najszybciej - jak zapewniali obecnego na A2 dziennikarza PAP - doprowadzić do przejezdności odcinka. Na trasie zabezpieczane są wiadukty, tak by pod nimi mógł odbywać się normalny ruch.

Nieopodal wiaduktu nowej obwodnicy Żyrardowa, która ma się zaczynać w Wiskitkach, jedna z polskich firm zakładała ekrany energochłonne. Młot pneumatyczny w równych odstępach wbijał w nasyp jezdni przeszło dwumetrowe wsporniki. Robotnicy przykręcali do nich blachę bariery. W ciągu kilkunastu minut udało im się założyć kilkadziesiąt metrów osłon.

"To nie jest normalna praca, powinniśmy robić to już po zakończeniu asfaltowania w całości. Tak też można, ale to trudniejsze, bardziej pracochłonne - przerzucanie ekipy po kilka kilometrów, żeby dorobić kolejny kawałek zabezpieczeń" - tłumaczył polski szef ekipy budującej ekrany.

W tej części autostrady nie ma jeszcze ekranów dźwiękochłonnych. Rowerzysta przyglądający się pracy robotników z wiaduktu na przyszłej obwodnicy Żyrardowa, powiedział, że nie czeka na autostradę, tylko właśnie na obwodnicę.

"Mieszkamy na jednym końcu Żyrardowa, żona pracuje na drugim. Przez to małe miasto samochodem o 7 rano to przeszło 20 minut jazdy w korku. To 4 kilometry, bez trasy 50 to powinno być pięć minut" - mówił.

"Na autostradzie postęp prac widać naprawdę z dnia na dzień. Przejechałem dziś 15 km wzdłuż budowy, przejechałem 3 wiadukty. Prawie wszędzie jest już asfalt, wystarczy położyć warstwę ścieralną, i droga gotowa. Jeszcze przed tygodniem nie było przejazdu wiaduktem w ciągu drogi 50, a pod nim nie było nasypu jezdni autostrad. Wydaje mi się, że zdążą na Euro" - powiedział.

Według jednego z czeskich szefów budowy we wtorek-środę na odcinku C powinny zostać zakończone prace ziemne na jezdni autostrady. Oznacza to, że cały odcinek będzie przejezdny. W czwartek miałyby ruszyć potężne maszyny układające ostatnią górną warstwę asfaltu. Układanie asfaltowego dywanika maszynami o 12-metrowej szerokości ma się rozpocząć z obu stron - od Warszawy i od Łodzi. Potrwa to do skutku, czyli do czasu, gdy centralny odcinek autostrady między Konotopą a Strykowem zostanie połączony.

Inny z Czechów, który pilnuje wyrównywania skrajni drogi, podkreśla, że to obcokrajowcy głównie pracują, żeby zdążyć z drogą przed Euro. "Pracujemy od 7 rano do 7 wieczorem, czasem dłużej. Nie mogę zrozumieć, dlaczego wielu Polaków nie chce pracować dłużej, żeby szybciej skończyć odcinek, nie chce pracować w sobotę czy niedzielę, wziąć nadgodzin" - mówił. "Płacimy normalnie, więc to nie problem. Myślałem, że wam też zależy na tym, by autostrada była jak najszybciej" - dziwił się Czech.

Ale - wbrew opinii czeskich robotników - i Polaków można było w niedzielę spotkać przy pracy.

"Przygotowujemy izolację wiaduktu. Pracujemy przez cały tydzień - jak widać - również w niedzielę. Nie oznacza to gorszego standardu wykonania, bo dajemy na nią pięć lat gwarancji. Mimo pośpiechu dbamy o to. Nie ma mowy o gorszej jakości, bo to dla nas byłyby dodatkowe koszty" - zapewniał Polak z firmy, która jest jednym z podwykonawców autostrady.

Nie można przejechać między odcinkiem B i C. Oba pasy dzieli w poprzek zapora z biało-czerwonych plastikowych barierek. Pracownicy ochrony pilnujący granicy mówią, że prace po drugiej stronie w ostatnich dniach nabrały tempa. "Drogę otworzą. Dojazdy do wiaduktów czy miejsca postojowe można dokończyć po Euro, wtedy się trasę zamknie" - ocenia jeden z ochroniarzy.

Od granicy między odcinkiem B i C do najbliższego zjazdu dla pojazdów budowy jest kilka kilometrów - mimo braku warstwy ścieralnej i pasów jedzie się, jakby one były. Nawet powyżej 100 km na godzinę nie czuć nierówności. Gdyby nie udało się położyć dywanika, przejazd takim odcinkiem nie nastręczałby kierowcom dużych kłopotów.

Odcinek C najpierw miało wykonać chińskie konsorcjum Covec. Potem odcinek przejął polski DSS, który z powodu kłopotów finansowych musiał zrezygnować. Obecnym wykonawcą odcinka C jest czeska firma Bogl&Krysl, która pracowała z DSS.

Zgodnie z planami Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, autostrada między Strykowem a Konotopą w całości ma być gotowa w październiku.