W UE odnotowano w 2011 roku zaledwie dwuprocentowy spadek liczby ofiar śmiertelnych w wypadkach drogowych w porównaniu z rokiem poprzednim - poinformowała w KE. W Polsce nastąpił wzrost o 7 proc. Średnio na europejskich drogach ginie dziennie 85 osób.

Dla porównania, w latach 2001-2010 liczba ofiar śmiertelnych na unijnych drogach spadała średnio o 6 proc.

Absolutnym rekordzistą niechlubnej statystyki jest Estonia, w której w ubiegłym roku aż o 29 proc. wzrosła liczba śmiertelnych ofiar wypadków. Następne są: Cypr i Szwecja (18-procentowy wzrost w obu krajach), Malta i Luksemburg (po 13 proc.) oraz Niemcy (10 proc.)

Opublikowane dane to sygnał alarmowy. W 2011 roku nastąpił najniższy spadek liczby śmiertelnych wypadków drogowych w ciągu dziesięciolecia. Codzienne na drogach Europy ginie 85 osób. To nie do przyjęcia - mówił podczas konferencji prasowej komisarz UE ds. transportu, Estończyk Siim Kallas. Ociągające się kraje, które miały złe wyniki w ubiegłym roku, mają jeszcze gorsze wyniki w tym roku. To budzi zmartwienie - dodał wymieniając Belgię i Polskę.

Obraz opublikowanych statystyk poprawiają kraje takie jak Dania i Łotwa (18-procentowy spadek liczby ofiar śmiertelnych na drogach), Bułgaria i Rumunia (15 proc.), Węgry (14 proc.), Irlandia i Grecja (po 13 proc.).

Kallas zapowiedział, że zwróci się na piśmie do ministrów transportu "27" z prośbą o informacje o krajowych planach zwiększania bezpieczeństwa drogowego na 2012 r. Unijny cel zakłada, że do 2020 roku liczba śmiertelnych ofiar wypadków drogowych spadnie o połowę w porównaniu do roku 2010.