Autostrady - inwestycje, które pochłaniają dziesiątki miliardów złotych - budują firmy, które nie posiadają doświadczenia i kwalifikacji w realizacji takich inwestycji. Część publicznych pieniędzy trafia nawet do szarej strefy, bo pracownicy zatrudniani są na czarno. W efekcie na budowach panuje chaos, przestrzeganie norm budowlanych jest niemożliwe, a robotnicy nie są odpowiednio nadzorowani - pisze "Rzeczpospolita".

Oficjalnie wygląda to tak: kontrakty z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad na budowę autostrad dostają giganci budowlani - Hydrobudowa Polska, Polimex-Mostostal, Skanska, Budimex. Biorą sobie równie dużych podwykonawców i grupują się w konsorcja.

Główni wykonawcy i ich oficjalni podwykonawcy zapewniają przede wszystkim obsługę inżynieryjno-techniczną kontraktu. Faktyczne prace budowlane wykonują pracownicy zewnętrzni, których nikt nie pyta, czy już kiedyś stawiali most lub wylewali asfalt. W tej sytuacji nie powinno dziwić, że autostrady pękają, zanim jeszcze ruszyły po nich samochody.