Dziś nie mówimy już o jakiejkolwiek rentowności kontraktów. Walczymy o jak najniższe straty – przyznaje w rozmowie z DGP Dariusz Blocher, prezes Budimeksu, jednej z największych firm wykonawczych w Polsce, kontrolowanej przez hiszpański Ferrovial. Tylko do asfaltu na wszystkich kontraktach drogowych wartych ponad 4 mld zł Budimex dołożył 72 mln zł w stosunku do założonych kosztów. To jedna trzecia ubiegłorocznych zysków firmy.

Od pierwszego kwartału 2010 r., kiedy rozpoczynano większość inwestycji, ceny betonu, asfaltu i stali wzrosły o 30 proc., a oleju napędowego o 40 proc. Nikt tego nie przewidywał – mówi Blocher.

Zdaniem Konrada Jaskóły, prezesa Polimeksu-Mostostal, innego dużego gracza na rynku, wiele firm boryka się z problemami finansowymi i technicznymi. Jest ogromne ryzyko, że wystąpią z roszczeniami tuż przed końcem lub po zakończeniu inwestycji. Już dziś drogowcy żądają dodatkowo od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad 2,755 mld zł. Z tej kwoty GDDKiA odrzuciła 1,366 mld zł, a wypłaciła zaledwie 77 mln zł.

Co z resztą? Lech Witecki, szef GDDKiA, mówi, że na pozytywny werdykt mogą liczyć tylko niektóre firmy. Na ich korzyść będą rozpatrywane wszystkie dobrze udokumentowane roszczenia, które wynikają z zapisów kontraktów lub np. błędów projektowych po stronie zamawiającego – mówi Lech Witecki.

To oznacza, że na ekstrapieniądze nie mogą liczyć firmy, które w swoje oferty nie wkalkulowały ryzyka związanego ze wzrostem cen.

50 mld zł to wartość trwających inwestycji drogowych.

2,7 mld zł wynoszą roszczenia firm budujących drogi w całej Polsce.