10-milionowym pojazdem została ciężarówka marki Jiefang (Wyzwolenie), wyprodukowana przez rodzimy koncern First Automobile Works (FAW) Group z siedzibą w Changchun na północnym-wschodzie kraju. Tam też odbyła się wczoraj okolicznościowa uroczystość.

Pomimo że przemysł motoryzacyjny niemal na całym świecie boleśnie odczuł skutki recesji, w Chinach w tej branży kryzysu nie widać. Już w zeszłym roku Państwo Środka wyprzedziło pod względem produkcji samochodów zajmujące dotąd drugie miejsce Stany Zjednoczone. A jeśli ekspansja ta będzie się utrzymywała w dotychczasowym tempie, to jeszcze przed końcem roku Chiny mogą przegonić Japonię. Tam w 2008 roku powstało 11,5 miliona pojazdów. Skalę chińskiego boomu motoryzacyjnego jeszcze lepiej widać w dłuższym okresie. Zaledwie pięć lat temu chińska produkcja ledwo przekraczała pięć milionów, jeszcze wcześniej, w 1999 r. - wynosiła 1,2 mln sztuk. To oznacza, że w ciągu 10 lat nastąpił prawie 10-krotny wzrost.

Na dodatek w parze ze zwiększającą się produkcją idzie wzrost popytu wewnętrznego. Trzy lata temu Chiny wyprzedziły Japonię, stając się drugim na świecie rynkiem sprzedaży samochodów. Według danych za trzy kwartały tego roku Chiny już zdystansowały dotychczasowego lidera, USA. A to nie koniec - podczas gdy w USA sprzedaż spada, firma konsultingowa McKinley & Company szacuje, że w latach 2005-2030 wielkość chińskiego rynku wzrośnie 10-krotnie. Czyli za 20 lat w Państwie Środka sprzedawanych będzie 50 milionów samochodów!

Zmienia się też struktura chińskiej produkcji. O ile jeszcze kilkanaście lat temu o jej sile stanowiły auta montowane przez filie zachodnich i japońskich koncernów, teraz coraz większy udział mają rodzime produkcje (które czasami są wiernymi kopiami zachodnich samochodów). Na dodatek Chińczycy zaczęli skupować tradycyjne światowe potęgi motoryzacji. W chińskich rękach jest angielski MG, niedawno General Motors sprzedał Hummera przedsiębiorstwu Sichuan Tengzhong, a kandydatem do przejęcia Volvo jest Geely Automobile.