Tym razem Kurski spieszył się na otwarcie swojego biura poselskiego w Olsztynie - donosi RMF FM. Zatrzymano go na ulicy Sielskiej, tuż za wjazdem do Olsztyna od strony Ostródy. Obowiązuje tam ograniczenie prędkości do 70 km na godzinę, a europoseł PiS-u jechał prawie 110 na godzinę.

Mandatu nie dostał, ponieważ chroni go immunitet. Policjanci mogli tylko pouczyć go, by nie przekraczał więcej dozwolonej prędkości.

Szybko wyszły też na jaw kolejne przewinienia Kurskiego. Okazało się, że zaparkował swoje bmw w centrum Olsztyna w niedozwolonym miejscu, a także że nie opłacił parkomatu.

Jacek Kurski przekonuje, że nie zasłaniał się immunitetem. "Zostałem zatrzymany, powiedziałem, że się spieszę na otwarcie biura parlamentarnego, policjanci po paru chwilach powiedzieli, że mnie zawiozą tam, gdzie się spieszę" - tłumaczy polityk PiS.

"Jak się czasem człowiek spieszy, to czasem przekroczy prędkość. To świadczy, że poseł chce być we wszystkich miejscach, a ja akurat mam okręg wyborczy największy w Polsce, większy od Danii, Belgii i Holandii, od Elbląga do Białegostoku i Siemiatycz to jest przekątna 450 kilometrów, więc żeby obsłużyć wszystkie te miejsca, trzeba naprawdę się spieszyć, a to nie jest łatwe" - mówi europoseł.

Kurski nie wspomniał o parkowaniu w niedozwolnym miejscu i nieopłaceniu parkomatu. Nie wiadomo, czy złamał również te przepisy, bo się spieszył do wyborców. Policja zapowiedziała, że najpewniej zwróci europosłowi uwagę.

Zwykły kierowca za złe parkowanie ukarany zostałby 300 złotowym manadatem i 1 punktem karnym, a za przekroczenie prędkości mandatem w wysokości od 200 zł do 300 złotych i 6 punktami karnymi.

W listopadzie 2008 roku głośno było o jeździe posła Jacka Kurskiego trasą nr 7 z Gdańska do Warszawy. Wówczas jadąc na awaryjnych światłach poseł "podłączył się" do policyjnego konwoju przewożącego przestępcę. Poseł został zatrzymany na policyjnej blokadzie i sam miał przyznać policji, że "przeszarżował".