Zdaniem brytyjskiego "Daily Star" sprawczynią serii kraks podczas Grand Prix Monaco miała być Jessiqa Pace modelka Martini. To plakat z tą ślicznotką rodem z Kalifornii miał ściągnąć zgubę na asów kierownicy.

Wszystko zaczęło się od dzwonu Lewisa Hamiltona. Brytyjski kierowca McLarena roztrzaskał swój bolid w czasie kwalifikacji klika metrów od zmysłowego posteru. Po tym incydencie szefowie zespołu zwalili winę właśnie na nieszczęsny plakat, a nie na brak umiejętności swojego asa i poprosili organizatora GP o zdjęcie zgubnej reklamy - jako argument podali dekoncentrujący wpływ na kierowców.

Część plakatów zdjęto, jednak reszta musiała zostać na czas wyścigu z powodu kontraktu ze sponsorem. Efekt? Niewykluczone, że właśnie dlatego GP Monaco można określić jako festiwal kraks. Nie tylko Robert Kubica nie dojechał wtedy do mety (na 30. okrążeniu wyścigu po ulicach Monte Carlo zepsuł się bolid Polaka). Także dla innych kierowców rywalizacja na ulicznym torze okazała się równie niefortunna. Pecha miał Sebastian Vettel, Nelson Piquet, Sebastian Buemi, Kazuki Nakajima i Heikki Kovalainen.

Podobno panowie zamiast patrzeć na tor puszczali oko do piękności z posteru! Cóż, chwila dekoncentracji i bum…

>>>Zobacz, jak kierowcy rozbijali się w Monako