To był niesamowity wieczór. Nieoficjalny, ale ważny bowiem właśnie podczas tej imprezy Chevrolet odsłonił gorące premiery. Cruze, volt, orlando i camaro pokazały się dzień przed oficjalną prezentacją na halach międzynarodowego salonu samochodowego w Paryżu. Cztery gwiazdy lśniły w blasku fleszy i prężyły się przy kawałkach miksowanych przez słynnych francuskich didżejów - Boba Sinclar i Christelle.

Pora na kilka słów o głównych bohaterach show znad Sekwany. Cruze to kompletnie nowe imię i nowy styl dla totalnie nowego auta. Ekspresyjny chevy zastąpi obecne lacetti. Akcenty stylistyczne które ten samochód przynosi ze sobą zobaczymy za chwilę w innych Chevroletach. W sprzedaży auto pojawi się wiosną 2009 roku.

Od samego początku Chevrolet zaoferuje trzy motory do wyboru. Dwie benzynówki to 1.6/112 KM i 1.8/140 KM. W mocniejszym silniku zastosowano zmienne fazy rozrządu - efekt to wyższa kultura pracy, ekonomiczne spalanie i czystsze spaliny. Turbodiesel będzie jeden, ale za to nowej konstrukcji - 2.0/150 KM i 320 niutonometrów. Moc i moment obrotowy przeniesie na koła pięć biegów ręcznych lub sześć automatycznych.

Orlando to prototyp siedmiomiejscowego vana, który powstał na bazie chevroleta cruze. Wygląd - czegoś podobnego Chevrolet jeszcze nie wymyślił - miejmy nadzieję, że model produkcyjny niewiele będzie różnił się od tego, co zobaczyliśmy dziś. Wnętrze - dowolna aranżacja. W kilka sekund w zależności od potrzeb da się zmieniać proporcje ilości miejsca dla pasażerów i pojemności bagażnika.

>>>Zobacz chevroleta orlando na filmie

Jazda? Prototyp kryje pod maską 2-litrowego turbodiesla najnowszej generacji - identyczny silnik dostanie cruze. 150 KM i 320 Nm to wystarczająco silny i skuteczny napęd.

Volt - nowość na setne urodziny General Motors. Samochód, który ma być przyszłością światowej motoryzacji właśnie zadebiutował w Europie. Co w nim wyjątkowego? Od razu trzeba powiedzieć, że chevrolet na prąd nie ma konkurencji. W odróżnieniu od np. toyoty prius, gdzie głównym źródłem napędu jest silnik benzynowy, a baterie wspomagają jego działanie przy przyspieszaniu, volt zawsze wykorzystuje elektryczność do napędzania kół - przez cały czas i przy każdej prędkości. Co najważniejsze: podczas jazdy w trybie elektrycznym auto nie emituje żadnych spalin - zero, nic!

Podłoga skrywa baterie litowo-jonowe, których pełne naładowanie z domowego gniazdka trwa ok. 3 godzin (w fazie prototypu tankowanie prądem do pełna zajmowało 6 godzin) i wystarcza na przejechanie 60 km w cyklu miejskim. Słowem wracasz z pracy, podpinasz volta pod gniazdko w garażu i idziesz spać. Spece z GM szacują, że jedno ładowanie "pod korek", będzie kosztowało mniej niż 1 euro (ok. 3,3 zł)!

Dłuższa wycieczka? Nie ma sprawy - po wyczerpaniu akumulatorów do akcji samoczynnie wkracza niewielki silniczek - generator ze stałymi obrotami dostarcza prąd do elektrycznej jednostki napędowej i jednocześnie uzupełnia baterie. Prądnica spala zwykłą benzynę lub bioetanol (E85 - paliwo składa się w 85 procentach z alkoholu i w 15 procentach z etyliny). Zatankowany do pełna zbiornik pozwala wydłużyć zasięg o setki kilometrów, aż akumulator zostanie naładowany!

Wreszcie sen o amerykańskiej ikonie stał się jawą. Po latach oczekiwania i kuszenia niesamowitym prototypem Chevrolet daje światu camaro z krwi i kości. Prawdziwy muscle car na pewno będzie do kupienia w Europie. Niewykluczone, że zawita także do nas. Na co można liczyć? Pod maską topowego modelu SS siedzi motor 6,2 V8 o mocy 420 KM (553 Nm). Ośmiocylindrówka ma system Active Fuel Menagement - przy spokojnym traktowaniu gazu układ odłącza 4 cylindry i obniża zużycie benzyny.

Podobno dźwięk motoru na wolnych obrotach jest surowy jak "Camele bez filtra", a po kopnięciu przepustnicy zmienia się w ostry heavy metal! Cóż, szykuje się nałóg o którym będzie marzyć każdy facet…