Uroda? Egzotyczna i ekscentryczna - zresztą widać na zdjęciach. Rodius przeszedł niedawno kurację odświeżającą. Efekt - jest lepiej. Od starego modelu odróżnia się nowym przodem (atrapa chłodnicy, inny zderzak). Ze strony wydechu też zmiany - nowy spoiler i lampy.

Karoseria - w rozmiarze XXL. Rodius to po prostu gigant - ma ponad 5 m długości, 1,8 wysokości i jest szeroki na niemal 2 metry. Coś podobnego nie może być ciasne i nie jest. Na pokład zabiera siedem osób (2/2/3), a każda z nich cieszy się ze skórzanego fotela. Środkowe siedzenia dają się okręcić plecami do kierunku jazdy, a nawet przerobić na stoliki. Z tyłu potężny bagażnik - można tam "wlać" od 875 do 3146 litrów. Ciekawostka - wersja koreańska mieści 11 ludzi.

Wyposażenie? Rodius występuje tylko w jednej wersji - Platinium A/T. Jednej, ale za to królewskiej. Wszystko jest sterowane elektrycznie - od składanych lusterek, przez regulowane fotele i klimatyzację, po redukcję biegów łopatkami przy kierownicy. Dla leniwych tempomat. Rozrywka to 7-calowy ekran dotykowy z odtwarzaczem DVD. Mało tego, wystarczy słowo, a założą tuner TV i nawigację satelitarną.

Na drodze? Nie pęka - poprzednik był pierwszorzędny na asfalcie, nieźle też jeździł po żwirze, kałużach, śniegu i w ogóle. Stały napęd 4x4 plus 340 niutonometrów ze 165-konnego turbodiesela 2,7 XDi to duet, którego nie trzeba się wstydzić. Do "setki" 5 automatycznych biegów rozpędza 2-tonowego kolosa w prawie 13 sekund. Słowem - nieszybki, ale bezpieczny i ekonomiczny (średnio ok. 9 litrów paliwa na 100 km). Ma też jeszcze jeden wielki talent - pociągnie przyczepę cięższą od siebie o pół tony.

Cena? Jak z półki hipermarketu. Od 140 tys. zł - za taką kasę nikt nie daje tak wielkiego, czteronapędowego auta.