Wygląd? Naprawdę w porządku - kanty, gdzie trzeba, zaokrąglenia we właściwych miejscach. Kawał auta mocno osadzony na dużych kołach. Karoseria antary długo jeszcze pozostanie świeża. Kabina - nowoczesna, dobrze zaprojektowana, praktyczna. Bogate wyposażenie, porządna jakość. Kierowca siedzi wysoko - widzi wszystko. Pasażerowie i walizki mają miejsca pod dostatkiem (kufer mieści od 370 do 1420 litrów bagaży). Słowem - plus na wstępie!

Możliwości? Duże. Pod maską siedzi poważne urządzenie - benzynowiec 3,2 V6 który przez pięć automatycznych biegów nakręca bezobsługowy (kierowca nie ma nic do gadania) napęd 4x4. 230 KM sprawnie radzi sobie z prawie 2-tonowym autem.

Na drodze? Antara wie czego chce - trzeba tylko po męsku kopnąć gaz w podłogę a prawie 300 Nm momentu obrotowego zabiera się do roboty z przyjemnym pomrukiem. Do 100 km/h jedzie w ciągu 9,3 s, prędkość maksymalna przekracza 200 km/h. Elastyczność? Ciągnie przed siebie bez oporów, jeszcze sprawniej robi się w trybie ręcznej zmiany biegów. Spalanie? Odpowiednie do osiągów…

Wertepy? OK, ale lekkostrawne. Broń Boże karkołomne doły. Napęd na cztery koła wykorzystuje elektronicznie sterowany, elektrohydrauliczny mechanizm różnicowy - dlatego nadje się na zieloną trawkę i nieśmiałe szczyty. Jak działa? Przy normalnej jeździe system przekazuje 100 proc. momentu obrotowego na przód. Kłopoty? W ciągu 100 milisekund następuje podział między koła przednie i tylne w stosunku 50/50 - od razu robi się pewniej.

Poza tym kierowcę któremu zebrało się na taplanie w błocie wspomaga mnóstwo magicznych skrótów. Jeden pilnuje prędkości na stromych zjazdach (układ DCS) a inny zabezpieczenia przed dachowaniem (system ARP). 20-centymetrowy prześwit jest taki, jak u większości konkurentów - spokojnie można wjechać na łąkę, nazrywać kwiatów i wrócić na czarny asfalt. Zresztą zobaczcie wideo…