Z zewnątrz - szacunek, to 100-procentowy muscle car. Styliści oddali hołd chellengerowi z lat 70. Produkcja niesamowitego protoplasty trwała ledwie 4 lata (1970-1974), ale to wystarczyło, by na stałe wypalić ślad czarnej gumy w historii motoryzacji.

Swoją cegiełkę dołożył do tego "Znikający punkt" (Vanishing Point) film drogi z 1971 roku, gdzie Jimmy Kowalski gna z Denver w Kolorado do San Francisco w Kalifornii za kierownicą pięknego challengera R/T (Road and Track - droga i tor). W 1997 roku powstała nowa wersja (z niej jest tytuł - "My Wife Yes. My Dog Maybe. My Dodge? ... NEVER!"). Kto nie widział niech żałuje…

Karierę challengera bezlitośnie uciął kryzys paliwowy. Teraz Dodge wskrzesił ikonę i od razu uderza wysoko. Na początek do kupienia będzie jedynie topowy model SRT8. Długa maska przykrywa ryczące 6,1/V8 Hemi. Tylne opony spali 425 KM i 570 Nm momentu obrotowego.

Producent zapewnia, że challenger SRT8 "setkę" zaliczy w 5 sekund. Sprint na ćwierć mili - mniej niż 14 sekund. Ze 100 km/h do zera samochód wyhamuje po 30 metrach.

Wnętrze? Tu następuje koniec pieśni. Jednak kiedy Hemi "zagra" na cylindrach nawet kwadratowy styl pójdzie w zapomnienie.

Challenger SRT8 pojawi się w sprzedaży na wiosnę. Cena 38 tys. dolarów - ponad 93 tys. zł.

Zobacz galerię...

p