Na początek fragmenty listu Czytelnika: "Sprawa dotyczy samochodu, który zakupiłem od pośrednika. (...) Po weryfikacji na podstawie numeru VIN w bazie serwisowej okazało się, że auto ma o 100 tys. km większy przebieg niż na liczniku. Zostałem oszukany przez pośrednika, który cofnął licznik. (...) Czy mam jakieś szanse, by go ukarać? Jeżeli doszłoby do sprawy, nie chciałbym zwracać auta i odzyskiwać pieniędzy, ponieważ na fakturze cena jest o 7 tys. zł niższa niż zapłaciłem za samochód (mam 2 świadków, którzy byli obecni przy transakcji i widzieli, ile płaciłem)".

Wypada podziękować za okazane nam zaufanie. Trudno bowiem o szczersze przyznanie się do przestępstwa karno-skarbowego, a co więcej - wskazanie, że jest dwóch świadków jego popełnienia. Całe szczęście, że prawo prasowe nie zmusza nas do zgłaszania tego rodzaju listów do kontroli skarbowej... Czytelnik sam postawił się w sytuacji bez wyjścia, choć mogła być ona dużo, dużo lepsza. Nie kupował przecież auta od osoby prywatnej, która ma prawo udawać, że się na niczym nie zna, a zatem - jeśli nie jest pierwszym właścicielem - może oszukiwać "ile wlezie". Kupując auto od firmy profesjonalnie zajmującej się obrotem samochodami, jesteśmy zabezpieczeni ustawowo - zawodowiec musi znać się na samochodach. Jeśli udzielone przez niego informacje nie są prawdziwe, mamy prawo dochodzenia swych roszczeń, czyli np. żądania zwrotu pieniędzy. Niestety, Czytelnik sam się tych praw pozbawił, godząc się na zaniżenie faktury.

Dochodzić można roszczeń, które da się udokumentować, a w tym przypadku kwota widniejąca na fakturze jest niższa od faktycznie zapłaconej. Domaganie się teraz zwrotu zapłaconej kwoty nie wchodzi w rachubę, bo Czytelnik najpierw musiałby przyznać się do przestępstwa karno-skarbowego. Jaki stąd płynie wniosek? Tylko przestrzegając przepisów prawa, możemy mieć nadzieję, że stanie ono po naszej stronie.

Kłamstwo nie popłaca
Dochodzenie praw przez kupującego względem oszusta, który cofnął licznik, może być trudne, ale z karaniem sprawców przestępstw karno-skarbowych urzędy radzą sobie znacznie sprawniej. W razie wpadki, w zależności od "ciężaru gatunkowego" popełnionego czynu, należy się liczyć z karą pozbawienia lub ograniczenia wolności czy grzywną w wysokości nawet do 720 stawek dziennych (dwuletnie dochody!).

Co powinno się znaleźć w umowie?
Nie ma jednej, obowiązującej formuły umowy kupna-sprzedaży samochodu. Możemy ją więc sporządzić samodzielnie, trzeba jednak pamiętać, żeby znalazły się w niej precyzyjne informacje o przedmiocie umowy, warunkach sprzedaży i oczywiście o stronach transakcji. Przy umowie kupna-sprzedaży samochodu ważne są wszystkie jego dane identyfikacyjne, czyli: marka, model, numer rejestracyjny, numer VIN (numer nadwozia), rok produkcji. Jeżeli sprzedawca deklaruje określony przebieg auta, jego bezwypadkowość itd., to informacje te muszą zostać wpisane do umowy. Bez tego, w razie jakichkolwiek problemów, trudno będzie udowodnić swoje racje.

W przypadku stron umowy istotne jest podanie nie tylko imion i nazwisk (lub nazw firm) uczestników transakcji, ale również cech dokumentów, którymi się legitymowali (rodzaj, numer, seria). Jeżeli osoba sprzedająca samochód nie jest jego właścicielem, do umowy trzeba dołączyć upoważnienie, na podstawie którego uczestniczy w transakcji.

Zagraniczne umowy i faktury da się sprawdzić
Niedawno głośno było o pewnym mieszkańcu województwa lubuskiego, który usiłował wmówić urzędowi skarbowemu, że kupił w Niemczech Mercedesa SLR za 5,5 tys. euro. Nie przewidział jednak, że polski urząd skarbowy za pośrednictwem swojego niemieckiego odpowiednika bez większych problemów może dotrzeć do oryginału zagranicznej faktury. To samo dotyczy zresztą umów z osobami fizycznymi, tyle że w takim przypadku procedura trwa znacznie dłużej. To małe pocieszenie dla oszustów, bo urzędy skarbowe na ściganie ich mają 5 lat!

Tu znajdziecie pełne archiwum "Auto Świat". Polecamy.