Rajd w którym startuje rodzina Małyszów to nie jest bułka z masłem, tylko twarda zaprawa przed startem w najsłynniejszym maratonie terenowym jakim jest Dakar. Jak idzie byłemu mistrzowi w skokach za kierownicą rajdowej maszyny? Zobacz film..

http://www.youtube.com/watch?v=nJf8DtfvRvA

"Ciężko było. Pierwsze wydmy były jeszcze OK, te które znajdowały się w drugiej części odcinka były dziwne. pierwszy raz byłem w takim terenie, w którym zaraz za wydmą były quedy, dziury, wystające korzenie, kamienie. trzeba było jechać ostrożnie aby przejechać wydmę a zarazem nie uderzyć w te wystające twarde przeszkody. Walczyliśmy też z błotem. Zajęło nam to chyba z 90 minut. Były super proste na których mogliśmy rozwijać bardzo duże prędkości. Bardzo fajnie się tu jechało. To jest nasz trening. Tak to traktujemy. Dostaliśmy karę w dniu wczorajszym z powodu ominięcia wydm. Musieliśmy odpuścić, ponieważ silnik odmówił posłuszeństwa. Iza jest bardzo zadowolona. Widziałem zdjęcia i jestem w szoku... Nie wiedziałem, że seryjne mitsubishi potrafi takie rzeczy. Auto w powietrzu a pod nimi kamienie kurz. Fantastycznie choć wiem, że się trochę przestraszyli tego skoku. Wymęczeni ale zadowoleni. Żona powiedziała, że jakby miała jechać raz jeszcze to na pewno by to zrobiła!" - opowiada Adam Małysz, kierowca RMF Caroline Team (załoga nr 55).

http://www.youtube.com/watch?v=ZdAhjca9aks

Oto zdjęcia, które wywarły takie wrażenie na Małyszu...


Albert Gryszczuk - organizator rajdu - opowiada o trzecim etapie, w którym zawodnicy mieli do pokonania miedzy innymi bardzo wysoką wydmę - Erg Chebi.

"Jedziemy zbierać zawodników, którzy uszkodzili samochody i tych, którzy zostali na wydmie lub jej okolicach i stracili nadzieję na wygranie nierównej walki ... Muszą pamiętać, że nadzieja umiera ostatnia. Jeśli dotransportujemy ich do 5 rano, to kolejny etap wystartuje o 9.00. Jeśli zajmie nam to trochę dłużej... start będzie opóźniony a kolejny odcinek specjalny skrócony. Erg Chebi to obszar około 25 x 15 kilometrów. Wiemy, w którym miejscu znajdują się załogi. Są to śmiałkowie, którzy są debiutantami lub za bardzo się napięli i nie pamiętali, że tu wyważenie i rozsądek są najważniejsze. Stres, zimno, nocleg w namiotach, ulewny deszcz, trzy dni walki na pustyni, na kamienistych trasach to wszystko wpływa na zawodników, którzy zaczynają być spięci i mniej racjonalnie myślą. RMF Morocco Challenge to przygoda, którą można skonsumować tylko tutaj... nigdzie indziej tylko w Afryce!" - powiedział Gryszczuk.

Po bardzo trudnej przeprawie na wydmie Erg Chebi w drodze do Zagory, zawodnicy RMF Morocco Challenge i Wielkiego Narodowego Treningu na Pustyni ponownie trafili na piaszczyste wydmy w okolicach Zagory. Czwartego dnia rajdu, trasa przebiegała po najdzikszym i najtrudniejszym z zakątków Maroka. To również ten rejon Maroka, z którym w poprzednich latach zmagali się zawodnicy rajdu Paryż-Dakar (kiedy jechał jeszcze przez Afrykę).

Trochę gorzej jechało się po wyschniętych jeziorach. Jedno z nich pokryte warstwą pyłu powodowało, że pojazdy nie mogły rozwinąć dużych prędkości w miejscach, które nie były wcześniej rozjeżdżone. Szczególnie opony samochodów "kleiły" się do pyłu. Drugie z zaschniętych jezior, dzięki bardzo gładkiej powierzchni, pozwalało na rozwijanie dużych prędkości, ale potrafiło zaskoczyć zawodników uskokami i pęknięciami. Najtrudniejszy, szczególnie dla aut, był dojazd do wydmy Chigaga. Trasa gęsto pokryta była dużymi głazami, które utrudniały manewrowanie i szybką jazdę. Kolejne dni to ponowna wyprawa w okolice Merzougi.