Wieczorową porą fotoreporterzy "Faktu" zrobili zdjęcia służbowego auta Hanny Gronkiewicz-Waltz, które z prezydent Warszawy na pokładzie, zatrzymuje się Audytorium Maximum Uniwersytetu Warszawskiego. Co Gronkiewicz-Waltz tam robiła? Zdaniem bulwarówki pani prezydent przyjeżdża do drugiej, po Ratuszu, pracy, którą wykonuje.

"Jestem profesorem uniwersytetu. Od prawie 40 lat pracuję na uczelni. Prowadzę wykłady i seminaria, tak jak każdy pracownik naukowy. To naturalne, że ktoś pracując naukowo kontynuuje te pracę pomimo funkcji publicznej" - tłumaczy "Faktowi" Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Gazeta codzienna zastanawia się jednak: "czy to równie <naturalne>, że gdy pani prezydent poświęca się nauczaniu prawa gospodarczego, przez dwie godziny czeka na nią szofer w służbowym samochodzie, by odwieźć ją do domu?"


"Zawsze mnie odwozi do domu. Dzięki temu mam więcej czasu na inne zajęcia, na ogół związane z Ratuszem. Więc to jest z korzyścią dla Ratusza" - przekonuje Gronkiewicz-Waltz.

W opinii "Faktu" z łączenia dwóch funkcji rzeczywiście wynikają dla niej spore korzyści. Jako prezydent stolicy Gronkiewicz-Waltz dostaje pensję w wysokości 12 tys. 805 zł brutto. A do tego z uczelni ma co miesiąc blisko 8,5 tys. zł.

"To nie jest kwestia zarobkowa, tylko mojej pozycji zawodowej i naukowej. Jestem naukowcem z zawodu" - zapewnia Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Oto tajny plan Ziobry: zostać prezydentem!