Specjalne rekomendacje mają pomóc administracji i samorządom unikać błędów przy zakupie samochodów. Nad dokumentem pracuje już Urząd Zamówień Publicznych.

Chodzi o to, aby wymagania przetargowe nie były ustalane pod konkretne marki samochodów i naprawdę dopuszczały konkurencję. Niestety wyniki kontroli Urzędu Zamówień Publicznych potwierdzają, że urzędnicy mają z tym problem. Ustalają tak parametry techniczne i minimalne wyposażenie pojazdu, że z góry widomo, iż spełnia je tylko jedno, konkretne auto.

Tak zrobił ostatnio urząd miasta Toruń przy zakupie limuzyny za ok. 120 tys. zł. Podejrzany był wymóg dotyczący minimalnej objętości bagażnika auta. Zamawiający chciał, aby było to 550 l przy rozłożonych na płasko siedzeniach. Tymczasem przeciętny litraż bagażnika w samochodach z tego segmentu przekracza objętość 1000 l. Biegły, który zbadał specyfikację przetargową, ustalił, że wymagania miasta spełnia tylko Skoda Superb 2,0 TSI DSG.


Rzeczoznawca ustalił także, że konkurencję ograniczały inne wymagania. Zamawiający zażyczył sobie, aby w aucie były 2 lampki czytania z tyłu i z przodu, chciał też mieć oświetlenie przestrzeni wokół nóg z przodu i z tyłu; schowek w podłodze bagażnika i czteroramienną kierownicę. Urząd Zamówień Publicznych uznał, że przetarg naruszał zasady konkurencji i zawiadomił rzecznika dyscypliny finansów publicznych.

W tym przypadku zamawiający dopuścił się dyskryminacji pośredniej, czyli ustalił parametry techniczne tak, że ich suma zawęża wybór do konkretnej marki. Zdarza się, że urzędnicy wskazują na jeden parametr, który wyklucza inne firmy lub wyraźnie preferuje tylko jednego producenta. Rzadziej dochodzi do dyskryminacji bezpośredniej, czyli poprzez podanie nazw własnych konkretnego produktu.