Wystarczy, że przyłożymy do siebie dwie cechy tej maszyny. Po pierwsze jest to motocykl a po drugie ma 1700 ccm pojemności w dwóch "garach"! Taka pojemność otwiera szeroko oczy nawet znawcom tematu, nie wspominając o przeciętnych zjadaczach chleba. Podejrzewam, że nie będę daleki od prawdy jeśli stwierdzę, iż jest to więcej niż przeciętna pojemność samochodów osobowych jeżdżących po naszym kraju.

Co nowego? Zwiększenie pojemności można by w zasadzie pominąć, bo co to jest dodatkowe 100 ccm przy takiej bestii? Choć drobna, zmiana nie pozostała bez echa jeśli chodzi o osiągi. Wzrost mocy i momentu dodał trochę więcej animuszu i powiedziałbym, ze Storm jest teraz "przyjemnie" agresywny i jeszcze bardziej elastyczny. 

Motocykl bez wahania reaguje na ruchy prawego nadgarstka i przy gwałtowniejszym odkręceniu grawitacja wgniata nas w siedzenie niczym astronautę podczas startu wahadłowca. Nawet znacząca waga - 334kg - nie daje się zbytnio odczuć jeśli chodzi o przyspieszanie a powiem więcej, że w deszczu jest to zaleta bo motocykl zyskuje na stabilności. 

Jak tym się jeździ? Zaskakująco dobrze, to moje zdanie. Mimo pokaźnych rozmiarów i znaczącej wagi po krótkim okresie aklimatyzacji, przyjemność gwarantowana.

Tak szczerze, to nigdy nie byłem fanem chopperowatych… no może poza oglądaniem serii OCC na Discovery Chanel. Muszę wam coś jednak powiedzieć, a raczej przyznać się do czegoś.


Po tej jeździe zrozumiałem jaki jest sekret seksapilu dwóch kółek rodem z EasyRider’a. Jeśli chcecie wiedzieć co mnie urzekło w Stormie, choć to nie do końca właściwe słowo, bo powinienem raczej powiedzieć, pozytywnie zdruzgotało mój narząd słuch. Dźwięki jakie wydaje, to po prostu symfonia i uczta dla ucha … i ciała. 

Miałem wrażenie jakbym siedział na grzbiecie burzy, jakbym ujeżdżał 20-metrową falę a Zeus i Posejdon przy mnie to Pikusie. Jak już wspominałem we wcześniejszych testach, wyznaję teorię, że każda maszyna ma jedną rzecz, to coś co sprawia, że motocyklista zakochuje się akurat w niej. Tu jest to dźwięk.

Przejdźmy teraz do zmian widocznych gołym okiem. Takich jak czarny mat, kryjący serce Storma dzięki czemu zyskało ono mroczny charakter. Czy też dwa chromowane wydechy przecinające czerń niczym piorun burzowe niebo. Całości dopełnia podwójny reflektor pożyczony najprawdopodobniej z serii Triumph Street Triple i tym samym nadający temu klasycznemu cruiserowi customowego wyglądu.

Z jednej strony, jak już wspomniałem jestem raczej za plastikiem niż za chromem, ale z drugiej, mam wrażenie, że Thunderbird zdobył kawałek mojego serca. Być może jest to przyczółek, który rozwinie się kiedyś w coś więcej a być może po prostu zrozumiałem co fani cruiserów w nich widzą. Nie mniej jednak jeśli chodzi o takich jak ja, to warto poszerzać swoje horyzonty, natomiast jeśli chodzi o fanów modelu i klimatu to zdecydowanie znajdą w nim coś dla siebie.