Już w tym tygodniu detaliczne ceny obu gatunków paliw zrównały się i wynoszą 4,99 zł/l. Jak twierdzą analitycy, to efekt niedawnych decyzji krajowych rafinerii, które spłaszczyły pnący się jeszcze przed kilkoma tygodniami w górę wykres cen benzyny.

Orlen i Lotos wprowadziły na swoich stacjach ceny maksymalne na benzynę na poziomie 4,99 zł/l, co sztucznie zdławiło spodziewane wzrosty. Dolar się umacnia, ropa nie tanieje, a koszty tankowania są takie same – mówi Rafał Zywert, analityk BM Reflex.

Od 29 lipca benzyna w kraju potaniała o prawie 30 gr/l, choć ceny paliw w Europie wzrosły o około 5 – 8 gr/l. W tym samym czasie ceny ropy naftowej praktycznie się nie zmieniły. – W efekcie polityki koncernów marże detaliczne na benzynie spadły do zera. W przypadku oleju napędowego marże skurczyły się tylko z 30 do 15 gr/l.

Orlen i Lotos kilkukrotnie podniosły ceny hurtowe paliw. Jak podkreśla Rafał Zywert, w konsekwencji doszło do kuriozalnej sytuacji, że koszty zakupu benzyny w hurcie i detalu niemal się zrównały. Koncerny tłumaczą wprowadzenie ceny maksymalnej na benzynę chęcią powstrzymania spadków sprzedaży na stacjach. Analityków nie całkiem ten argument przekonuje, bo popyt spadał od dawna. Do tego są przekonani, że tak niskich cen nie uda się długo utrzymać.

Nie ma natomiast wątpliwości, że będzie drożał diesel. Wzrost jego ceny podyktowany jest sytuacją na rynkach, głównie drożejącą ropą. Efekt będzie taki, że ON będzie kosztował więcej niż benzyna. – Taka sytuacja może się zdarzyć już w przyszłym tygodniu. Biorąc pod uwagę fakt, że w hurcie olej napędowy jest tańszy od benzyny o zaledwie 10 gr, a marże detaliczne na ON są o 15 gr wyższe, byłoby to całkowicie uzasadnione – zaznacza ekspert BM Reflex.