Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Choć rok temu rząd zapewniał, że na zniesieniu winiet i wprowadzeniu elektronicznych opłat skorzystają wszyscy, to po półtoramiesięcznym okresie funkcjonowania systemu viaToll śmiało można stwierdzić, że na razie opłacił się on tylko jednej stronie – wykonawcy. Czyli firmie Kapsch, która za zbudowanie całej infrastruktury do poboru e-myta zgarnie 4,5 mld złotych.

Coś, co od lat świetnie funkcjonuje na Zachodzie, w Polsce nie zdaje egzaminu. Głównie dlatego, że tworząc jednolity system elektronicznego poboru opłat, rząd „zapomniał” porozumieć się z jedną z najbardziej zainteresowanych stron – koncesjonariuszami dwóch autostrad: A2 i A4. Ostatni raz strona rządowa spotkała się z przedstawicielami spółek Autostrada Wielkopolska i Stalexport 22 lipca. Kolejna tura rozmów została przesunięta na nieokreślony termin. A efekt dotychczasowych negocjacji jest – mówiąc dyplomatycznie – mizerny.

Klimatu wokół negocjacji nie poprawia także spór o rozliczenia za system winietowy. Chodzi o ponad 360 mln zł, których rząd domaga się od spółki Autostrada Wielkopolska, twierdząc, że tyle nadpłacił jej w latach 2007 – 2009 w ramach rekompensat za przejazd ciężarówek autostradą A2. Konflikt ma rozstrzygnąć sąd arbitrażowy, ale dopiero w lipcu przyszłego roku.

Tak więc wkrótce może się okazać, że zamiast jednolitego systemu e-myta kierowcy podróżujący po kraju będą mieli do czynienia z trzema – wdrażanym przez Kapsch państwowym systemem viaTOLL oraz dwoma prywatnymi należącymi do spółek AW i Stalexport. W przypadku Autostrady Wielkopolskiej trwają już szczegółowe analizy techniczne projektu i – jak się dowiedzieliśmy – mógłby on zostać uruchomiony już w maju 2012 roku. Z kolei zarządzający odcinkiem autostrady A4 między Krakowem a Katowicami Stalexport wprowadzi własny system najpóźniej na początku 2013 roku.

Zdaniem ekspertów scenariusz, w którym funkcjonują trzy odrębne systemy płatności, jest nieunikniony. – Taka sytuacja może potrwać nawet kilka lat, dopóki rząd nie uzmysłowi sobie, że drogi trzeba oddać w ręce prywatne – mówi Maciej Grelowski, ekspert BCC. – W obecnej sytuacji jedyne, co może zrobić rząd, to dopilnować, by spółki, wprowadzając własny system, uwzględniły interes państwa. Brak reakcji byłby dużym i kosztownym błędem – uważa Henryk Klimkiewicz, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.