Dotąd spieszący się na przykład nad Morze Śródziemne Polacy nie musieli się specjalnie przejmować fotoradarami gęsto ustawionymi przy europejskich drogach. Podobnie jak obywatel Niemiec, który przyjechał odpoczywać nad mazurskie jeziora. – Urzędnicy obsługujący fotoradary nie są w stanie ustalić, do kogo należało auto na zagranicznej rejestracji, i tym bardziej stwierdzić, kto nim kierował. Takie zdarzenie najczęściej nie trafia nawet do systemu komputerowego, więc nawet przy osobistej kontroli nie musimy się obawiać, że będziemy ścigani – mówi oficer pionu ruchu drogowego z Komendy Głównej Policji.

Dyrektywa pomoże

Ta sytuacja nie potrwa już długo. Europosłowie dali właśnie zielone światło specjalnej dyrektywie, która w założeniu ma skończyć z bezkarnością osób łamiących drogowe przepisy.

– Teraz treść dokumentu prześwietlają już prawnicy. W następnym etapie trafi on pod obrady Rady Europy i jeszcze w trakcie naszej prezydencji powinien zostać uchwalony – wyjaśnia Piotr Zych z Głównego Inspektoratu Transportu Europejskiego.

Najprawdopodobniej dokument przejdzie tylko kosmetyczne zmiany. Pod obrady parlamentu trafił już po długich konsultacjach między Komisją Europejską, Radą Europy i Parlamentu.

– Dyrektywa zawiera bardzo szeroki katalog przestępstw i wykroczeń drogowych podlegających karze. Umożliwi skuteczną egzekucję prawa drogowego na terenie całej Unii – tłumaczy Piotr Zych.

Wśród zapisów znalazły się m.in: przekraczanie dozwolonej prędkości, prowadzenie auta pod wpływem używek, a nawet niezapinanie pasów bezpieczeństwa, jazda po buspasie czy rozmowa przez telefon komórkowy. Informacje o takich wykroczeniach znajdą się w systemie informatycznym i będą dostępne np. dla polskich policjantów czy inspektorów transportu drogowego.

– Każdy kraj będzie sam decydował, jakie informacje umieścić w systemie i jednocześnie czy żądać egzekucji – wyjaśnia Zych.


System już jest

Najprawdopodobniej UE nie będzie budowała specjalnego systemu informatycznego, zostanie jedynie rozbudowany istniejący „Eucaris”. To działający już od lat system gromadzący dane o autach i prawach jazdy. Dotąd jednak jest wykorzystywany w przypadku poszukiwania np. kradzionych samochodów.

Przygotowanie do realizacji dyrektywy w Polsce podejmie funkcjonujące już Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym. – Dziś egzekwuje ono mandaty wystawione przez krajowe fotoradary – mówi Zych. Urzędnicy nie chcą deklarować dokładnej daty premiery nowego systemu, ale jest to perspektywa maksymalnie dwóch najbliższych lat.

Za granicą kary są wyższe

Kary za łamanie przepisów drogowych w krajach UE są bardzo wysokie. Nawet w sąsiednich Czechach górna granica mandatu wynosi 16 tys. zł i jest to kara za używanie „antyradaru”.

Jednak grzywny za przekroczenie prędkości potrafią zmrozić kierowcom krew w żyłach – na Słowacji zapłacimy ponad 3,2 tys. zł za jazdę po autostradzie z prędkością o 60 km/h większą od dozwolonej. Nawet w słynącej z pobłażliwości Portugalii tylko za parkowanie w niedozwolonym miejscu mandat może wynieść 1250 euro. Jeszcze większe kwoty grożą nam, gdy np. o 30 km przekroczymy dozwoloną prędkość w Szwajcarii. Mandat może sięgnąć nawet 40 tys. franków. Podobnie wysokie sumy grożą nam za zbyt szybką jazdę w Norwegii (np. 7800 koron) i Szwecji (2000 koron). Nawet w często odwiedzanej przez Polaków Austrii mandat za szybką jazdę może być wielokrotnie wyższy niż u nas i sięgnąć 2,1 tys. euro.