Polski rząd liczy, że w sierpniu Bumar podpisze umowę na 228 wozów zabezpieczenia technicznego dla indyjskiej armii. Kontrakt ma wartość ponad 300 mln dol. Tak dużego zamówienia w naszej zbrojeniówce nie było od lat.

Polski sprzęt wojskowy ma dobre notowania w Indiach. Tamtejsza armia, która ma w posiadaniu głowice atomowe, chce kupić aż 228 wozów zabezpieczenia technicznego, czyli pojazdów, które wspierają czołgi w walce. – Sprawa wymaga tylko akceptacji komitetu ds. bezpieczeństwa przy premierze Indii – mówi Mikołaj Budzanowski, wiceminister skarbu państwa, odpowiedzialny za zbrojeniówkę.

Polska strona liczyła, że podpisze umowę w kwietniu, a najpóźniej w lipcu. Jednak na przeszkodzie stanęła fala skandali korupcyjnych, która doprowadziła do dymisji w indyjskim rządzie. Stanowiska zachowali co prawda szefowie kluczowych z punktu widzenia kontraktu z Bumarem resortów, obrony narodowej i finansów, ale zdymisjonowano siedmiu innych ministrów. Kontrakt z Bumarem zszedł na plan dalszy, ale nie jest zagrożony. Budzanowski odmawia jednak podania szczegółów. Wiadomo, że nowy kontrakt Bumaru ma wartość ponad 300 mln dol. Tak dużego zamówienia w polskiej zbrojeniówce nie było od lat.

Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na rzecz Obronności Kraju, przypomina, że ostatni tak duży kontrakt zawarto w 2004 r. Został też zawarty z Indiami, które kupiły od Bumaru wozy zabezpieczenia technicznego o wartości 200 mln dol. Rok wcześniej podpisano rekordowy kontrakt na czołgi PT-91 M o wartości 380 mln dol.

Od tego czasu za granicę sprzedawano tylko mniejsze partie uzbrojenia. Tyle że, jak przekonuje Monika Koniecko, rzecznik prasowy Bumaru, eksport firmy i tak nie odbiega od poziomu światowych wytwórców. Z reguły 80 – 85 proc. produkcji zakładów zbrojeniowych trafia do rodzimych armii. Tak też sprawa wygląda w Bumarze.


Do wyjątków należą duże korporacje międzynarodowe z USA, W. Brytanii czy Francji, takie jak: Lockheed Martin, BAE Systems, MBDA. Eksperci zwracają uwagę, że ich sukces oparty jest nie tylko na dobrym produkcie, ale też na współdziałaniu rządów państw, w którym te firmy mają siedziby. Państwa kredytują nawet kontrakty zagranicznym rządom. Tymczasem polski sektor na dziś nie ma takiego potencjału.

Co gorsza, eksperci alarmują, że na dodatek nasza zbrojeniówka ucierpi przez wchodzącą w sierpniu w życie unijną dyrektywę, która umożliwi zagranicznym koncernom uczestnictwo w przetargach na dostawy dla polskiej armii. Według Stanisława Głowackiego, przewodniczącego „Solidarności” w zbrojeniówce, kraje Europy Zachodniej zastosowały rozwiązania prawne, które chronią ich przemysł zbrojeniowy. Związkowcy chcą, by polski rząd też podjął takie działania osłonowe.

Pracownicy polskich fabryk zbrojeniowych domagają się od rządu wieloletnich zamówień, środków na badania i rozwój oraz na promocję na rynkach zagranicznych. Chcą także wstrzymania realizacji programu konsolidacji polskiego przemysłu zbrojeniowego.