Co kraj, to obyczaj. I dotyczy to nie tylko mentalności jego mieszkańców. Pomimo daleko posuniętego scalenia w ramach UE, wchodzące w jej skład kraje różnią się między sobą pod względem obowiązujących przepisów drogowych czy sposobu korzystania z sieci dróg szybkiego ruchu. Innymi słowy – granice między krajami unijnymi możemy przekraczać zupełnie swobodnie, ale już na zagranicznych drogach lepiej zastąpić tę swobodę wzmożoną czujnością i znajomością lokalnych zwyczajów.

Znane z polskich autostrad bramki, na których płacimy za przejazd, naszym sąsiadom są zupełnie obce. W krajach nadbałtyckich drogi szybkiego ruchu są całkowicie bezpłatne, a na Słowacji, Węgrzech, w Czechach, Bułgarii, a nawet Rumunii obowiązuje bardziej cywilizowana niż u nas forma opłat – winiety, wykupywane na z góry określony okres (jedno- bądź kilkudniowe, tygodniowe, miesięczne itd.). W większości krajów kupić je można w przygranicznych punktach sprzedaży, na stacjach benzynowych, a nawet w zwykłych sklepach. Ale już np. w Bułgarii dostępne są w zasadzie wyłącznie na granicy i obowiązują nie tylko na autostradach, lecz na wszystkich drogach krajowych.

Podobnie jest w Rumunii, gdzie dodatkowo cena winiety zależy od poziomu emisji spalin auta. Zatem im bardziej ekologiczny pojazd, tym mniej zapłacimy za przejazd. Za przekroczenie dopuszczalnej prędkości zapłacić możemy równowartość 750 złotych, a jeżeli stworzymy przy tym duże zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu, policjant ma prawo zarekwirować nam prawo jazdy na okres od dwóch tygodni do trzech miesięcy.

Jeszcze bardziej bezlitośni bywają funkcjonariusze drogówki słowackiej – za jazdę autostradą z prędkością wyższą od dopuszczalnej o 60 km/h grozi tam mandat o równowartości 3,2 tys. złotych. Na Litwie możemy trafić na gorliwego policjanta, który postanowi ukarać nas za przekroczenie prędkości o 3 – 5 km/h.

Na tle tych wszystkich przykładów Polska drogówka wydaje się wyjątkowo łaskawa, a nasz taryfikator mandatów – dostosowany do finansowych możliwości przeciętnego Kowalskiego. Szkoda tylko, że sieć dróg jest zupełnie niedostosowana do naszych potrzeb.