Nad szczelnością elektronicznego systemu poboru opłat powinna czuwać armia 500 kontrolerów. Na razie będzie to tylko 180 osób. Na więcej Ministerstewu Infrastruktury brakuje pieniędzy.

1 lipca elektroniczny system poboru opłat za przejazdy ciężarówek zastąpi winiety. Austriacki Kapsch, który za 3,9 mld zł ma zbudować i do połowy 2018 r. zarządzać e-mytem, zapewnia, że zdąży na czas. Wiele wskazuje jednak na to, że w początkowej fazie naszpikowany elektroniką system będzie dziurawy.

Odpowiedzialne za uruchomienie e-myta Ministerstwo Infrastruktury nie poradziło sobie ze skompletowaniem armii ponad 500 kontrolerów, która miałaby czuwać nad jego szczelnością.

– Nie ma już najmniejszych szans, żeby resort zdążył z tym do 1 lipca – mówi Adrian Furgalski, ekspert w branży infrastruktury.

Dziesięć tygodni przed uruchomieniem e-myta brakuje jeszcze 330 kontrolerów, którzy zajęliby się ściganiem niepłacących kierowców. Na razie do nadzorowania systemu skierowany został co trzeci pracownik Inspekcji Nadzoru Transportu Drogowego, łącznie ok. 180 osób. Inspekcję wspierać mają policja i Straż Graniczna.

Z fatalnej sytuacji zdaje sobie sprawę Ministerstwo Infrastruktury. Cezary Grabarczyk, który kieruje resortem, wysłał do kancelarii premiera serię próśb o uruchomienie rezerwy na utworzenie 100 dodatkowych etatów. Mimo że pierwsze pismo trafiło na biurko Tomasza Arabskiego, szefa KPRM, na przełomie stycznia i lutego, ministerstwo wciąż nie doczekało się odpowiedzi.

Zapytaliśmy resort infrastruktury oraz kancelarię premiera o sytuację, ale nie dostaliśmy odpowiedzi.

Tymczasem nadzór jest niezbędny do zapewnienia zakładanej 99-proc. skuteczności w egzekwowaniu naliczonych opłat. Bez tego z systemu wyciekną miliony. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad liczy, że tegoroczne wpływy z e-myta sięgną 402 mln zł, a za rok przekroczą 900 mln zł. Do połowy 2018 r. opłaty za przejazdy ciężarówek mają wynieść w sumie 14,2 mld zł.

W krajach, które już wprowadziły e-myto, postawiono na ostre kontrole. Czesi, którzy pobierają opłaty na sieci 1 tys. km dróg, do tego zadania skierowali aż 300 pracowników. W Polsce mytem objętych zostanie blisko 1,6 tys. km autostrad, dróg ekspresowych i dróg krajowych.

- Duża część pieniędzy zamiast trafić do budżetu, zostanie w kieszeni firm transportowych, bo w naszej części Europy bez odpowiedniej kontroli prawo przestrzegane jest niechętnie - mówi Adrian Furgalski. Według jego szacunków tegoroczne wpływy do budżetu będą niższe od zakładanych o co najmniej 100 mln zł.


Takie obliczenia potwierdzają także inni eksperci. Patrycja Wrześniewska, dyrektor w firmie Satellic, która dostarczyła elektronikę do największego europejskiego systemu poboru opłat drogowych w Niemczech, podkreśla, że bez odpowiedniego nadzoru polskie e-myto będzie dziurawe.

– Ściągalność opłat zależy od skuteczności służb kontrolnych – mówi Wrześniewska. – Elektronika, nawet na najwyższym poziomie, jest tylko narzędziem – dodaje.

W Polsce nie będzie brakować elektroniki. W ramach kontraktu Kapsch wyposaży również centrum nadzorowania systemu, które będzie zbierać informacje z 430 bramek ustawionych wzdłuż dróg. Z centrum dane o nieuczciwych kierowcach będą trafiać do 100 pojazdów patrolujących szosy. Ale z braku personelu część aut w ogóle nie wyjedzie na drogi. Nie wiadomo nawet, czy będzie miał kto pracować w centrum nadzoru.

PRAWO

Na których drogach zapłacimy e-myto

Najnowsze rozporządzenie ministra infrastruktury zakłada, że od lipca e-myto zacznie obowiązywać na ok. 579 km autostrad, ok. 554 km dróg ekspresowych oraz ok. 432 km dróg krajowych.

Pierwsza rozbudowa systemu możliwa jest już po sześciu miesiącach. Wtedy system zostanie rozszerzony o kolejnych ok. 150 km autostrad i dróg ekspresowych. 1 stycznia 2013 r. system rozrośnie się o dalsze ok. 970 km autostrad i dróg ekspresowych oraz wybrane drogi krajowe.

Trzecia rozbudowa e-myta możliwa jest w styczniu 2014 r. o kolejne 200 km ekspresówek. Wówczas kierowcy będą płacić za przejazdy po ok. 2880 km autostrad, dróg ekspresowych oraz krajówek.