"Już nie mogę doczekać się startu" - powiedział Michał Broniszewski. "Znam dość dobrze tor Paul Ricard. Tylko w tym roku byłem tam już dwukrotnie. Na początku marca jeździłem podczas testów serii Le Mans, a wcześniej w wyścigu serii zimowej. Startowałem tam także w 2008 roku w Ferrari Challenge. Tor jest trudny. Jest na nim kilka naprawdę zdradliwych miejsc. Najciekawszy jest trzeci sektor, na pozór prosty, ale bardzo techniczny. Można w nim dużo zyskać i jeszcze więcej stracić."

Polsko-austriacka załoga wystartuje znanym dobrze, zeszłorocznym samochodem Ferrari 430 GT2, jak zwykle w barwach szwajcarskiego zespołu Kessel Racing, tym razem z numerem 70 w klasie GTE AM. 

"Od początku sezonu mieliśmy dysponować nowym samochodem 458 GT2 Italia, ale wskutek opóźnienia w dostawie jedziemy ubiegłorocznym modelem 430 w specyfikacji 2009, podczas gdy nasi rywale mają do dyspozycji model ubiegłoroczny, który jest sporo szybszy. Mamy inne zawieszenie, a co za tym idzie inne nastawy, mniejszy rozstaw kół i węższe opony z przodu, a także starszy pakiet aerodynamiczny. Na miejscu dowiemy się, jaka będzie decyzja co do wagi naszego samochodu. Organizator analizuje jeszcze dane z testów."

Michała Broniszewskiego i cały zespół Kessel Racing czeka bardzo długi i wyczerpujący weekend, który rozpoczyna się już w piątek rano.

"W ciągu trzech dni pokonamy wiele kilometrów. Trudne będą sobotnie kwalifikacje. Sesja trwa zaledwie 20 minut. Trzeba mieć perfekcyjnie przygotowany samochód, bo na jakiekolwiek korekty nie będzie czasu. Na szczęście wcześniej mamy trzy godzinne treningi, aby dopracować ustawienie samochodu."

Jakie są oczekiwania polskiego kierowcy przed niedzielnym wyścigiem 6-godzinnym w Le Castellet?

"Chcemy walczyć o miejsce na podium w naszej klasie. Jedziemy także po nowe doświadczenia w wyścigu długodystansowym w bardzo mocnej konkurencji. Na liście zgłoszeń są niemal same znane, doskonałe nazwiska. Większość rywali dobrze znam, ścigałem się z nimi wielokrotnie w innych seriach wyścigowych. Czeka nas długi, bardzo ciężki bój. W ciągu 6 godzin wiele może się zdarzyć."

Czy jest coś, czego Michał Broniszewski obawia się przed długim wyścigiem? Czy odczuwa tremę?

"Nie czuję tremy. Startowałem już w wyścigu 6-godzinnym na torze Vallelunga we Włoszech jesienią zeszłego roku. Tam jednak kategoria GT2, w której jedziemy była najszybszą dopuszczoną do wyścigu, tu jest najwolniejsza! Po raz pierwszy będę jechał w jednym wyścigu z prototypami, które są szybsze od naszego Ferrari o dobre 15 sekund na okrążeniu. Ich kierowcy jeżdżą naprawdę bezwzględnie i bez wahania egzekwują swoje prawa na torze. Trzeba cały czas bardzo uważać i patrzeć w lusterka. Jak nietrudno policzyć, prototypy będą nas wyprzedzać mniej więcej co 7 - 8 okrążeń. Ale nie przejmujemy się. Liczymy na dobry wynik w naszej klasie."

Życzenie na nadchodzący weekend?

"Deszczu!" - odpowiada Michał Broniszewski. "Naprawdę. Byłby naszym sprzymierzeńcem, bo zniwelowałby różnicę w osiągach samochodów. Niestety, szanse na to są niewielkie, bo prognoza pogody na weekend w południowej Francji jest optymistyczna."