Fiat wystawił kilka modeli furgonetek aż z 13-proc. upustem, a Skoda nową Octavię za 39,9 tys. zł - o kilka tysięcy taniej od jej starszej wersji.

Promocja goni promocję

Andrzej Halarewicz, szef JATO Dynamics w Polsce, uważa, że niedługo czeka nas zasyp promocji na dodatkowe wyposażenie samochodu oraz na atrakcyjne finansowanie zakupu. Według niego jaskółką może być oferowany już w salonach Fiata kredyt zero procent z rozłożoną na pięć lat spłatą bez wymaganego wkładu własnego. – Takich promocji w 2011 r. będzie coraz więcej, bo tradycyjna wyprzedaż poprzedniego rocznika będzie w tym roku krótka – mówi Andrzej Halarewicz.

Wyprzedany rocznik 2010

Salonów, w których można otrzymać kilkutysięczne rabaty na samochody z 2010 r., jest mało. Należą do nich m.in. Kia, Suzuki, Mitsubishi i Citroen. – Trzeba się spieszyć, bo z dnia na dzień oferta się kurczy – przyznaje Jerzy Prządka, dyrektor PR w Citroen Polska.


To efekt zwiększonego popytu przedsiębiorców na nowe samochody w końcówce 2010 r. W grudniu 2010 r. sprzedano w naszym kraju blisko 36 tys. aut – o 26,2 proc. więcej niż rok wcześniej – ponieważ firmy chciały zdążyć z zakupem nowego samochodu przed końcem roku. Od 2011 r. rząd zawiesił bowiem prawo do pełnego odpisu VAT dla aut z kratką.

Teraz sprzedawcy starają się utrzymać sprzedaż na zeszłorocznym poziomie. Według Halarewicza to klienci indywidualni mają zasypać przepaść powstałą po odejściu firm. Jednak co do tego, czy się to uda, wątpliwości mają sami sprzedawcy.

Wojciech Masalski, dyrektor handlowy Fiat Auto Poland, szacuje wielkość tegorocznego rynku nowych aut osobowych na 280 – 300 tys. sztuk. Oznacza to, że włoski producent zakłada minimum 10-proc. spadek. – Nie oszukujmy się, poziom sprzedaży w końcówce zeszłego roku był efektem nadzwyczajnej sytuacji: zmian przepisów o VAT. Taki wynik trudno będzie powtórzyć - mówi Masalski. Podobną opinię można usłyszeć w Citroenie.


Polska prymusem?

Innego zdania jest Adam Pietkiewicz, szef Polskiej Grupy Dealerów, największego dilera w naszym kraju. Początek roku będzie słaby, ale potem sytuacja się poprawi. – Musimy być przygotowani w styczniu nawet na 50-proc. spadek zamówień – przyznaje Adam Pietkiewicz.

W następnych miesiącach bez problemu uda się odrobić zaległości. - Rynek będzie napędzać gospodarka. I to nie tylko firmy, ale także klienci indywidualni, którzy otrzymają wreszcie podwyżki - uważa Adam Pietkiewicz.

Także Nissan szykuje się na dobry rok, który zakończy się kilkuprocentowym wzrostem. Firma swoje prognozy przygotowuje dla czterech rynków jednocześnie: dla Polski, Słowacji, Czech oraz Węgier. Jak mówi Krzysztof Kowalski, szef komunikacji w Nissan Sales Central & Eastern Europe, w roku fiskalnym, liczonym od marca do kwietnia, analizy spółki wskazują na wzrosty na wszystkich czterech rynkach, przy czym Polska ma być prymusem.

Rynkowi motoryzacyjnemu dobrze rokują także producenci. Andrzej Korpak, szef fabryki Opla w Gliwicach, zdradza, że koncern, przygotowując strategię do 2014 r., założył scenariusz umiarkowanego wzrostu. – Chodzi o to, żeby ten wzrost był stabilny. Żeby nie było gwałtownego skoku, bo z reguły potem następuje gwałtowny spadek – mówi Andrzej Korpak.

Według niego w 2011 r. powinniśmy mieć do czynienia z 5 – 10-proc. wzrostem produkcji w Europie. Jednak dojście do poziomu produkcji z przedkryzysowego 2007 r. zajmie branży jeszcze około dwóch lat.