Przed rozpoczęciem sprawy obrońcy oskarżonych złożyli kilka wniosków, m.in. mec. Kazimierz Pawelec poprosił o zwrot sprawy do Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku, która prowadziła śledztwo. Argumentował, że śledczy pominęli ważne dowody, m.in. nie przesłuchali dyrektora generalnego Aro i osób, które towarzyszyły mu w spotkaniach z jednym z oskarżonych przed podpisaniem kontraktu.

Sędzia Anna Wielgolewska-Widarska przychyliła się do wniosku; dała białostockiej Prokuraturze Apelacyjnej dwa miesiące na uzupełnienie aktu oskarżenia. Proces został odroczony bezterminowo.

Prokurator Krzysztof Wojdakowski z Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku powiedział, że chodzi o ustalenie adresu zamieszkania za granicą osoby, która - jak to ujął - "była powiązana z tym koncernem samochodowym". Śledczy najprawdopodobniej poproszą o pomoc w tej sprawie oficerów łącznikowych przy ambasadach czy konsulatach.

W jego ocenie, jest to sytuacja, która nie dyskwalifikuje aktu oskarżenia i należy ją odróżnić od takiej, kiedy sąd zwraca sprawę prokuraturze i nie zakreśla żadnego terminu, oceniając, że braki są bardzo poważne.

"W tym wypadku (sąd) zażądał ustalenia adresu jednej osoby, bo widać dla oskarżonych i być może w tym momencie dla sądu, jest to istotne. Z naszego punktu widzenia istotne nie było" - dodał prokurator Wojdakowski.

Ponadto sąd zdecydował o wyłączeniu do odrębnego postępowania sprawy jednego z oskarżonych, który w okresie, którego dotyczyło śledztwo, był pracownikiem MSWiA i nie miał bezpośredniego związku z przetargiem na zakup samochodów. Podobne wnioski złożyło też dwóch innych oskarżonych - związanych z Mazowiecką Komendą Wojewódzką Policji w Radomiu - jednak sąd się do nich nie przychylił.


Śledztwo dot. przetargu na policyjne samochody Prokuratura Apelacyjna w Białymstoku prowadziła od 2006 r. W styczniu 2010 r. skierowała do Sadu Rejonowego Warszawa-Mokotów akt oskarżenia przeciwko 23 osobom, w tym wysokim rangą byłym już funkcjonariuszom Komendy Głównej Policji. Ze względu na zawiłość sprawa trafiła jednak do Sądu Okręgowego.

W piątek na ławie oskarżonych usiadły 22 osoby, jedna wcześniej dobrowolnie poddała się karze.

Zarzuty dotyczą m.in. poświadczenia nieprawdy w fakturach na zakup samochodów na potrzeby policji, przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, a w przypadków byłych szefów biura logistyki Komendy Głównej Policji - także tzw. sprawstwa kierowniczego dla popełnienia tych przestępstw. Oskarżeni nie przyznają się do najpoważniejszych zarzutów.

Śledztwo dotyczyło przetargu z 2004 roku. W ocenie śledczych, specyfikacja przetargu została przygotowana w taki sposób, że wygrać mógł tylko jeden oferent, firma handlująca rumuńskimi aro. 105 samochodów miało kosztować 6,5 mln zł. Auta miały być tanie w eksploatacji, niezawodne i wyposażone w policyjny osprzęt. Po dostawie okazało się, że samochody często się psują, nie działają w nich urządzenia, do tego są niewygodne i trudno wozić w nich zatrzymanych. Wiele z nich częściej stało w naprawie, niż było używanych.


Prokuratura została zawiadomiona po wewnętrznej kontroli. W ocenie śledczych, przetarg został przeprowadzony niezgodnie z przepisami.
Ponadto, kiedy firma, która go wygrała, spóźniała się z dostawą, odpowiedzialni za przetarg podpisali dokumenty, jakoby dostarczyła 88 aut i to w wersji specjalnie dla policji - i nakazali wypłacić dostawcy 5,5 mln zł. Dzięki temu firma uniknęła odstąpienia przez KGP od umowy, co wiązałoby się m.in. z koniecznością zapłaty przez pośrednika kar umownych.

W śledztwie pojawiły się także wątki dotyczące innych firm motoryzacyjnych, które np. przekazywały oficerom samochody w bezpłatne użytkowanie albo proponowały bardzo atrakcyjne warunki zakupu przez nich nowych aut na prywatny użytek.

W czerwcu 2006 roku ówczesny komendant główny policji Marek Bieńkowski przekazał prokuratorowi krajowemu doniesienie o popełnieniu przestępstwa przy zakupie 105 rumuńskich radiowozów aro.

Jak mówił wtedy dziennikarzom, w przetargu na zakup tych aut specyfikacja istotnych warunków zamówienia była tak przygotowana, że nie można było wybrać innej oferty. Nie wykluczył też wówczas, że w KGP mogła działać grupa osób: funkcjonariuszy wyższych rangą i pracowników logistyki, którzy dopuścili się nieprawidłowości podczas przetargów. Bieńkowski powołał wówczas również policyjną grupę dochodzeniową do zbadania niektórych przetargów z lat 2001-2005.