Ekipa Campus Australia Expedition 2010 szczęśliwie zakończyła wyprawę i wróciła do Polski. A nie było łatwo. Trasy australijskie, na czele z najcięższym odcinkiem Canning Stock Route mierzącym ponad 1700 km, są uznawane za jedne z najtrudniejszych na świecie. Przez całą wyprawę ekipie towarzyszyły przygody, spowodowane również trudnymi terenami, których nie dało by się przebrnąć bez dobrych opon. 

Jedną z takich przygód była przeprawa przez rzekę Mitchel River, która miała otworzyć drogę do Cape York. Podczas badania plaży i brzegu rzeki okazało się, że nikt wcześniej nie przekroczył jej nurtu. Zmiana trasy była jednak niemożliwa, bo trzeba by było uznać fiasko ekspedycji. W trakcie przeprawy, grunt dosłownie się zapadł pod przednimi kołami, a samochód stanął w rwącym nurcie rzeki po maskę i w błyskawicznym tempie nabierał wody. Na szczęście z odsieczą ruszyli robotnicy, którzy pracowali przy budowie pobliskiej drogi.

Akcja trwała do późnego wieczora. Była ona tym bardziej niebezpieczna, że w rzece roiło się od słonowodnych krokodyli - największych i najniebezpieczniejszych gadów Australii. Warto dodać, że te olbrzymy, mierzące nawet 8 metrów, potrafią zaciekle walczyć o pożywienie, wyskakując z wody na wysokość odpowiadającą długości ich ciała, a jednym z ich ulubionych pożywień jest człowiek. "Takim zębom uległy by chyba nawet opony BFGoodrich, którym żadna trasa w Australii nie dała rady." - żartuje Michał Rej, organizator ekspedycji, po zakończonej wyprawie.

Członkowie ekipy Campus Australia Expedition 2010 przemierzali najrozmaitsze szlaki i pokonywali różnorodne przeszkody. Droga Dixi Road na północ, przez Bezdroża Półwyspu York była zupełnie pusta, prowadząc często przez wysoką trawę, co wielokrotnie zmuszało do kierowania się intuicją.

Jednym z najcięższych odcinków była nieremontowana od ponad stu lat droga Old Telegraph Road, która prowadzi przez dziesiątki rzek. Można było spodziewać się wszystkiego. Głębokie koleiny, zarwane fragmentu drogi, brody ze stromymi, kilkumetrowymi wjazdami i wyjazdami, pokrytymi grubą warstwą grząskiej gliny wydawały się tam normą.


Najtrudniejszą przeprawą było pokonanie Gunshot Creek. Droga, wiodąca do tego miejsca, niczym nie zapowiadała pułapki, jaka kryła się w gęstwinie wysokich drzew, porastających brzegi strumienia. Po dotraciu do zjazdu ukazał się klif o wysokości ponad 10 m. Zjazd klifem oznaczał gwarantowane dachowanie, a opuszczanie samochodu na linach było niemożliwe. Po długich poszukiwaniach ekipa znalazła łagodniejszy, gliniasty zjazd, którym udało się wreszcie przeprowadzić bezpiecznieLand Rovera.

Kolejne przeprawy przez strumienie zasilające Jardin River również kryły w sobie niespodzianki: głębokie dziury, zarwane dno, pionowy wyjazd, tony grząskiej gliny i inne przeszkody, wywołujące szeroki uśmiech na twarzy każdego, kto kocha off-road’owe zabawy, ale jednocześnie będące testem dla całego sprzętu.

Pokonanie tej wycieńczającej i ekstremalnej trasy byłoby niemożliwe bez dobrych, wytrzymałych opon. Najcięższa do pokonania była tarka na żwirowych fragmentach śladu. Jej amplituda wynosiła niekiedy 15 cm. Nie ma żadnej prędkości, z którą da się komfortowo podróżować po takiej nawierzchni. Wszyscy czekali tylko w napięciu kiedy coś pęknie, strzeli lub się urwie. Uczestnicy ekspedycji obniżali jeszcze bardziej ciśnienie w oponach. Wierzyli, że kewlar zastosowany do produkcji opon BFGoodrich Mud Terrain T/A KM2 uchroni je przed przebiciem na ostrych kamieniach. I uchronił, a opony dowiozły wszystkich szczęśliwie do celu.