Piąta rano. Nie do końca jeszcze czynna stacja benzynowa w uśpionym Ożarowie Mazowieckim. Tutaj co kilka minut cisza przerywana jest basowymi pomrukami sześciocylindrowych silników Busso. Zjeżdżają się kolejne Alfy. Perłowo-biała 147 GTA, dwie czerwone 156 GTA, czerwone GTV 2.0 V6 TB i granatowe 3.0 V6. W okolicznych domach kolejni ludzie powoli szurają kapciami w drodze do łazienki, a dla dziesięciu osób wysiadających ze swoich włoskich maszyn zaczyna się wielka przygoda. Oto sympatycy klubu ForzaItalia.pl, czyli Jurek, Agata, Tomek, Gosia, Marcin, Ania, Maciek, Monika, oraz QbaS i Krzychoo wyruszają na stulecie Alfa Romeo.

Krótkie powitania, oklejanie samochodów, pamiątkowe zdjęcie i niecodzienny konwój rusza w drogę. Przed nami ponad 1600 km do pokonania. Nieprzekraczalny czas osiągnięcia celu to czwartek, 24 czerwca, godzina 12:30, Autodromo Nazionale Monza...

Pierwszy etap podróży to ponad 400 km do granicy z Niemcami. Nieustanna walka z wyprzedzaniem powolnych ciężarówek aż do Strykowa, gdzie wpadamy na autostradę A2. Jazda robi się znacznie szybsza i płynniejsza. Niestety ta "przyjemność" kosztuje już 36 zł, a obserwując budowę kolejnych bramek przypuszczamy, że wkrótce cena za dojazd do Poznania wyniesie 60 zł. Krótką refleksję na temat "czy aby zarządcy autostrady testują naszą wytrzymałość" szybko puszczamy w niepamięć. Bierzemy udział w naszym wymarzonym gran turismo - nie będziemy sobie tego psuć rozważaniami i skrzeczącej rzeczywistości.



Szaleństwo! Zobacz raj dla twoich oczu! - czytaj dalej>>>


Po zjeździe z autostrady rozpoczyna się dalsza walka z ruchem o coraz większym natężeniu, długimi niczym makaron spaghetti tirami oraz dziurami. W końcu jednak osiągamy granicę państwa i wpadamy na niemiecką, betonową autostradę. Jazdę przez kolejne 800 km można by scharakteryzować podobnie jak produkty niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego. Solidnie, efektywnie, ale kompletnie bez polotu i nudno. Po drodze jednak nie odmawiamy sobie postoju w przydrożnej restauracji, aby spróbować klasycznego niemieckiego dania: currywurst mit pommes frites. Do takiego zestawu aż prosi się o weissbier, niestety jednak jako kierowcy musimy go sobie odmówić. Zyskawszy sporo kalorii ruszamy w dalszą trasę...



Szaleństwo! Zobacz raj dla twoich oczu! - czytaj dalej>>>


Końcem środowego etapu jest dla nas Memmingen. Tam, około 20.30 czeka na nas jowialny właściciel wiejskiego hoteliku o nazwie Schwarzer Adler, solidna porcja wurstu, długo wyczekiwany weissbier i zasłużony sen. 1200 km, 16 godzin w drodze. Zasypiamy momentalnie.

Kolejny dzień to wczesna pobudka, tankowanie i dalsza jazda. Granica austriacka, kolejne kilometry na autostradzie, granica szwajcarska i oto przed naszymi oczami pojawiają się przepiękne Alpy. Wspinamy się do tunelu pod San Bernardino. Widoki zapierają dech w piersiach. Zjazd wijącymi się jak szalone serpentynami i oto po kilkudziesięciu kilometrach wjeżdżamy do upragnionych Włoch.



Szaleństwo! Zobacz raj dla twoich oczu! - czytaj dalej>>>


Im bliżej Mediolanu, tym więcej widać załóg zmierzających na stulecie. Mijamy holenderski team dwóch klasycznych Spiderów, wyprzedzamy Montreala, GT Bertone na lawecie... Emocje rosną, tym bardziej, że czasu pozostało niewiele, a kilometrów sporo. Udaje nam się jednak punktualnie dotrzeć na parking przed torem Monza. Rejestrujemy się i po chwili okazuje się, że właściwie nie było się co tak spieszyć, ponieważ rozpoczęcie jazd ma drobny "poślizg". Ach to włoskie, nonszalanckie podejście do upływu czasu... :)

O 14.00, dokładnie 100 lat od podpisania aktu założycielskiego spółki Alfa Romeo wzniesiony zostaje toast, a już 40 minut później wtaczamy się do depo na torze.

Obcowanie z tak legendarnym miejscem jak Autodromo Nazionale Monza jest czymś trudnym do opisania. Emocje są tym większe, że razem z nami w track-dayu zorganizowanym przez R.I.A.R. (Registro Italiano Alfa Romeo - Włoski Rejestr Aut Alfa Romeo) udział biorą tak niesamowite modele Alfa Romeo jak 33 Stradale, TZ2, GTA Corsa 1300, SZ, 8C Competizione... Wymieniać można by długo.



Szaleństwo! Zobacz raj dla twoich oczu! - czytaj dalej>>>


Ruszamy, przed nami pierwsza szykana, kolejne zakręty, słynna szykana Ascariego, Parabolica... Z każdym kolejnym okrążeniem czujemy się coraz pewniej i chociaż przejazdy odbywają się bez pomiaru czasu od czasu do czasu nawiązujemy walkę z co ciekawszymi maszynami. Pierwsza sesja dobiega końca. Jeszcze okrążenie schładzające i już na parkingu dzielimy się ze sobą pierwszymi w naszym życiu wrażeniami z jazdy na torze Formuły 1.

Do końca track dayu bierzemy udział jeszcze w dwóch sesjach na torze. Kompletnie wyczerpani (gorąco!) opuszczamy już paradę - w tym roku przyjechaliśmy jednak zbyt nowoczesnymi samochodami, by czuć się pewnie obok takich rodzynków jak np. Giulietta Sprint Speciale. Może jednak kiedyś nasze marzenia o takich samochodach się spełnią.

Zapraszamy do śledzenia relacji kolejnych. Przed nami - Museo Storico Alfa Romeo...