Czy pamiętacie "Kobrę", "Szybkich i wściekłych" czy "Ronina"? Co je łączy? We wszystkich pojawiały się auta, które po naciśnięciu przycisku lub po odkręceniu zaworka niewielkiej butli niemal odlatywały. Te kultowe filmy sprawiły, że wielu fanów motoryzacji zainteresowało się "dopalaczami" do auta. Co kryje się w butlach z gazem, które sprawiają, że auto "dostaje skrzydeł"? Tajemnicza substancja to podtlenek azotu potocznie nazywany nitrem lub gazem rozweselającym. W jednostce objętości gaz ten zawiera ponad dwa razy więcej tlenu niż jest w powietrzu atmosferycznym.

Skuteczny "dopalacz"
Stąd właśnie bierze się jego przydatność do wzmacniania silników. Dodatkowa dawka tlenu, która pojawia się w komorze spalania sprawia, że silnik może efektywnie wykorzystać większą dawkę paliwa. Dzięki temu rośnie jego moc! O ile? To zależy od ilości wtryśniętego podtlenku i od tego, czy do silnika dostarczona zostanie wystarczająco duża dawka dodatkowego paliwa. Najprostsze instalacje "suchego" wtrysku podtlenku azotu zwiększają moc auta o 25-30 proc. Górną granicą jest właściwie wytrzymałość silnika - przyrost mocy może znacznie przekroczyć 100 proc. Co ciekawe, zestawy nie są wcale oszałamiająco drogie, można je kupić już za niewiele ponad 1000 zł. Firmowe, amerykańskie, sterowane elektronicznie są kilka razy droższe.

Żadna inna forma tuningu nie pozwala tak małym nakładem kosztów dodać silnikowi aż tak dużo mocy. Niestety, nie ma rozwiązań idealnych. Za pomocą wtrysku gazu rozweselającego nie można trwale poprawić osiągów silnika. Typowe butle pozwalają cieszyć się oszałamiającym przyspieszeniem zaledwie przez krótką chwilę. Montaż większych zbiorników z gazem to też kiepski pomysł - silnik wytrzyma wtrysk podtlenku tylko wtedy, gdy będzie on stosowany chwilami i tylko z umiarem.

Dobre do sprintu
Komu więc może się przydać taka "zabawka"? W Polsce instalacje takie trafiają często do aut ścigających się na 1/4 mili, montują je także miłośnicy szybkich startów spod świateł. Jeżeli lubimy emocje i tylko raz na jakiś czas chcemy ostro poszaleć, to taka forma wzmocnienia samochodu może zdać egzamin.
Dodatkową zaletą jest łatwość montażu i możliwość demontażu właściwie bez pozostawiania jakichkolwiek śladów. W razie odsprzedaży zestaw można bez większych problemów przełożyć ze starego auta do nowego.

Butla pełna śmiechu
Ta forma tuningu ma całkiem długą, ponad-60-letnią tradycję. Na początku wtrysk podtlenku azotu trafiał m.in. do silników BMW. Niestety, nie w autach, ale w samolotach wojskowych używanych przez Luftwaffe. Do celów cywilnych podtlenek azotu zaczęli stosować Amerykanie już w latach 50. To właśnie ze Stanów Zjednoczonych pochodzą najpopularniejsze instalacje. Zestaw składa się na ogół z butli, specjalnych uchwytów, przewodów ciśnieniowych, zaworów i elektroniki sterującej dawkowaniem gazu. Najczęściej dostarczane są w formie pozwalającej na samodzielny montaż.



Wtrysk na sucho czy na mokro?
Firmy tuningowe oferują tzw. suchy lub mokry wtrysk podtlenku azotu. Pierwszy z systemów aplikuje wyłącznie podtlenek azotu, drugi jego mieszaninę z paliwem dostarczanym przez dodatkowy wtryskiwacz benzyny. Wtrysk mokry zapewnia znacznie większy przyrost mocy, w dodatku nie naraża silnika tak bardzo na szkodliwe zubożenie mieszanki wynikające ze zbyt dużej ilości tlenu w porównaniu z benzyną (jazda na ubogiej mieszance powoduje wzrost temperatury w komorach spalania, co grozi wypaleniem zaworów i gniazd zaworowych, a nawet całkowitym zniszczeniem głowicy). Oba typy układów muszą być tak zamontowane, żeby pozwalały na wtryśnięcie podtlenku do silnika dopiero przy pełnym wciśnięciu pedału gazu. Decydując się na "dopalacz", warto pomyśleć o usprawnieniu innych elementów: przede wszystkim hamulców i zawieszenia. Trzeba założyć koła, które są w stanie przenieść dodatkowe obciążenia.

Liczy się umiar
Nie można powiedzieć, że podtlenek azotu jest zabójczy dla silnika. Da się to porównać z sytuacją, kiedy ktoś kupuje 2 litry wódki. Jeżeli wypije wszystko naraz, ma szansę na kaca, a nawet grozi mu śmierć. Jeżeli będzie popijał od czasu do czasu po trochu, nic mu nie będzie.

Naszym zdaniem
W przypadku samochodów wykorzystywanych do jazdy po drogach publicznych podtlenek azotu to spore ryzyko. Pokusa korzystania z możliwości "dopalacza" jest duża. Ryzykujemy więc, po pierwsze, spowodowanie groźnej kolizji (np. nie zdążymy wyhamować), a po drugie, korzystając często z dodatkowych koni, zniszczymy samochód - silnik, skrzynię biegów, półosie itp. Za to w wyścigach na 1/4 mili – czemu nie! Uwaga! Ekscesy i brak umiaru grożą nam tym, że po każdym wyścigu będziemy naprawiać samochód.

Tu znajdziecie pełne archiwum "Auto Świata". Polecamy.