Prezencja to ikona brytyjskiej motoryzacji z krwi i kości. Długi przód plus wydęte błotniki przypominają auta z lat dwudziestych minionego wieku. Ładnie.

Jednak najważniejsze jest to, co kryje się pod karoserią. Technika napędu wybiega daleko w przyszłość. Prototypowy lifecar porusza się dzięki elektryczności. Skąd ją bierze?

Nie trzeba żadnych wtyczek ani ładowania. Paliwem jest wodór, który ogniwa zamieniają na prąd. Energia trafia do czterech silników, te z kolei mają do nakręcenia po jednym kole. Morgan nie ujawnia mocy, ale trzeba być pewnym, że radość z jazdy nie zaginie - auto ma ważyć tylko 600 kg.

Lifecar dodatkowo zostanie uzbrojony w układ odzyskiwania energii z hamowania. Dzięki temu będzie można przejechać ponad 300 km bez tankowania i… bez spalin. Z wydechu uleci tylko para wodna.

Pierwsza mgiełka pojawi się za rok, na salonie samochodowym w Genewie. Do tego czasu inżynierowie do spółki z naukowcami oksfordzkiego uniwersytetu chcą go udoskonalać. Byleby nie przesadzili…