Uwaga! Pełna nazwa to renault megane F1 team R26. Wszystko przez dział sportowy Renault i dla uczczenia drugiego z rzędu tytułu mistrza świata wśród konstruktorów Formuły 1. Oznaczenie R26 wzięło się od bolidu, na którym Fernando Alonso został najlepszym kierowcą F1 - kolejny już raz.

Inżynierowie zabrali się do "zwykłego" megane RS - dodali mu 5 KM, a potem wstawili tzw. szperę, czyli blokadę mechanizmu różnicowego. W efekcie zawsze są napędzane oba koła. Rozwiązanie idealne na zakręty...

Poza tym ulepszyli zawieszenie wstawiając twardsze amortyzatory i sprężyny. Podrasowali również hamulce - za antracytowymi felgami (18 cali) błyszczy wentylowany układ Brembo. Prawdziwa żyleta.

Jednak najciekawsza jest opcja "Power Start". To przez nią megane R26 wyrywa z pole position bez utraty przyczepności. Cała moc idzie na asfalt. Rewelacja!

Koktajl tylu wynalazków z turbodoładowanym motorem 2.0/230 KM sprawia, że pierwsza setka pojawia się na liczniku już po 6,2 sekundy. Przejechanie ćwierć mili (400 metrów) trwa 14,5 sekundy, a kilometra - 26 sekund. Prędkościomierz staje dopiero przy 237 km/h.

Jeśli ktoś zdąży, zobaczy żółtą smugę. Ciekawostka - podobno lakier tej torpedy jest nakładany w czterech warstwach, natomiast niezwykłego połysku dostaje po ręcznym polerowaniu. Niech im będzie.

Ile kosztuje takie cacko? 110 tysięcy zł! Dużo, ale jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, zamawiając R26 można liczyć na specjalne względy. Brzmi zachęcająco...

Megane R26 w skrócie? Szybki start i jeszcze szybsze zakręty. Zobaczcie sami…