To ściśle tajna informacja. Szefowie Toyoty w Japonii nie chcą pisnąć o niej ani słówka. Milczy też zarząd General Motors (właściciel m.in. opla i chevroleta), do którego należy także Isuzu Motors. A wiadomo przecież, że właśnie podpisali porozumienie o współpracy. Ściślej - fabryka Isuzu w Tychach będzie miała nowego waściciela - właśnie Toyotę.

Połączenie dwóch gigantów: samochodowego i silnikowego, w dodatku należących do największej konkurencji, wprowadzi na rynku wiele zamieszania. Choćby dlatego, że fabryka Isuzu mieści się w Tychach. A to specjalna strefa ekonomiczna, zwolniona z wielu podatków. To z kolei oznacza, że produkcja jest o wiele tańsza niż w innych rejonach nie tylko kraju, ale na pewno Europy i Japonii.

Gdy już będą supertanie silniki, można by spuścić z ceny i zachęcić do kupowania samochodów jeszcze więcej klientów. Można też, jak robi to General Motors, sprzedawać te silniki innym i mieć z tego czysty zysk. Co zamierza Toyota? To już szczegóły, które przed podpisaniem oficjalnego kontraktu nikomu - spoza zarządów negocjujących warunki współpracy firm - nie będą znane.