Tak śmierć jeździ na motocyklu
Głowa motocyklisty przebija szybę, pasażer przelatuje nad autem i uderza o asfalt. Koniec - nie żyją. To tragiczny finał czołowego zderzenia auta z motorem. Eksperci alarmują: w wypadkach z udziałem motocyklistów to właśnie jeźdźcy jednośladów giną najczęściej - ponad 70 procent wszystkich ofiar.
- Uwaga! Koniec niebieskiej policji
- Zobacz jak motocyklista łamie kark!
- Hamuj bo dostaniesz mandat!
- Będzie nowa kategoria prawa jazdy
- Seks na czterech kołach
- Podczas upałów Polacy jeżdżą jak wariaci
- Tak naciągają warsztaty samochodowe
- Oto nowa broń przeciw fotoradarom
- Nawigacja ujawni wszystkie radary!
- Trzy takie piwa i za kółko
- Test! Samochody bezpieczne i niebezpieczne
- Nowe samochody mogą być niebezpieczne
- Zobacz szaleńczy pościg za przemytnikami
- Krwawe żniwo na polskich drogach
- Motocykliści na A4, bo za dużo płacą
- Zobacz szokujące statystyki policji
- Piraci drogowi stracą samochody!
- Koniec z wydawaniem fortuny na paliwo!
- Jakim samochodem podrywać króliczki?
- Prawo jazdy nie będzie już dożywotnie
-
Śmierć na drodze
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Eksperci z Dekry i towarzystwa ubezpieczeniowego AXA postanowili zasymulować trzy rodzaje wypadków…
Pierwszy to czołowe zderzenie samochodu z motocyklem
Motocykl przy prędkości ok. 60 km/h wyprzedza samochód. Podczas manewru motor zderza się czołowo z jadącą z przeciwka z szybkością około 30 km/h
osobówką.
Efekt - motocyklista i pasażer wpadają na samochód. Jeśli uderzą w przedni słupek (A) lub krawędź dachu to w najlepszym razie doznają bardzo poważnych obrażeń. Gdy motocyklista ma
szczęście i wpadnie na szybę samochodu wtedy siła uderzenia jest mniejsza, jednak w większości przypadków kierowca motoru ginie na miejscu. Przy wyższej prędkości motocykla pasażer
przeleci ponad autem.
W aucie odpalają poduszki powietrzne, które zmniejszyły obrażenia ludzi w kabinie. Znacznie gorzej kończy się sytuacja kiedy motocyklista przebija szybę i wpada do wnętrza. Mało tego, jeśli w kraksie ucierpi motocyklowy zbiornik paliwa dochodzi ryzyko pożaru.
Drugi przypadek to boczne uderzenie w przyczepę rolniczą
Traktor z dwoma przyczepami przejeżdża w poprzek drogi. Osobówka jadąca tą samą szosą ma na liczniku około 80 km/h - samochód bez hamowania wbija
się pod drugą przyczepę.
Efekt - ciągniki i przyczepy rolnicze są pozbawione specjalnych belek ochronnych (jak np. ciężarówki, czy naczepy). Przód auta znika pod przyczepą niemal nienaruszony, co oznacza, że strefa
zgniotu nie spełniła swojego "ratunkowego" zadania. Cała siła uderzenia trafiła na przednią szybę i słupki A. Platforma przyczepy działa niczym gilotyna - niemal ucina dach
auta. Auto zostaje zakleszczone pod przyczepą. Teoretycznie pasażerowie samochodu nie mieli szans na przeżycie.
Trzeci przypadek to dachowanie i uderzenie w drzewo lub słup
Pędzące auto wypada z drogi, dachuje i z impetem uderza w drzewo lub słup…
Efekt - dachujący samochód tylko w małym stopniu wytraca prędkość auta. Jeśli uderzy w drzewo dachem wtedy na pasażerów spadnie cała energia zderzenia - brak zbawiennej strefy zgniotu. Dach
i drzwi są najmniej stabilnymi strefami auta i nie chronią skutecznie podczas kolizji z drzewem - energia uderzenia rozkłada się na małej powierzchni. Przedział pasażerski gwałtownie
zmniejsza się a szansa na przeżycie spada do zera. Dowodem są statystyki - zderzenia z drzewami lub słupami niemal zawsze kończą się tragicznie.
Dlaczego właśnie te trzy sytuacje? Otóż badania przeprowadzone przez towarzystwo ubezpieczeniowe AXA wykazały, że kierowcy w 16 krajach Europy, także w Polsce, czują się bezpieczniej na drogach krajowych niż w miastach i na autostradach. Przeczeniem dla tego zdania jest liczba ofiar którą pochłonęły wypadki na "krajówkach". To przez to, że zwykłe, ciasne szosy stoją otworem dla wszystkiego co ma koła i nie tylko - osobówki, ciężarówki, ciągniki, kombajny, rowerzyści, motocykliści, piesi a nawet furmanki…
Cała ta menażeria wyprzedza się i mija na różnie skomponowanych drogach - skrzyżowania mniej lub bardziej widoczne, ślepe zakręty, górki i pagórki zasłaniające widok, a przy tym wszystkim czyhają śmiercionośne przydrożne drzewa. Na dowód winy tych czynników eksperci wyciągają liczby - włoskie drogi krajowe pochłonęły ponad 45 proc. ofiar wszystkich wypadków (w 2007 roku), zaś w Niemczech przeszło 60 proc., w Norwegii ok. 87 proc. Polacy także są w czołówce tej niechlubnej statystyki - ponad 53 proc.
Z raportu towarzystwa AXA wynika też, że nasze drogi są najniebezpieczniejszymi w Europie. W Polsce w 2007 roku zginęło 5583 osoby (78 zabitych na milion mieszkańców). We Włoszech było 5131 ofiar (40 osób na milion). Niemcy - 4949 ofiar (36 osób na milion mieszkańców). Wreszcie Holandia, która zamyka stawkę 16 sprawdzonych państw - tam przypada 22 ofiary na milion mieszkańców. Eksperci obwiniają głupotę ludzką wymieszaną z brawurą i beznadziejnymi drogami - na te przypadłości nie pomogą najbardziej wymyślne systemy bezpieczeństwa.
Jednak ich zdaniem istnieje wyjście z tej beznadziejnej sytuacji - przy drogach powinny rosnąć krzewy zamiast zabójczych drzew (krzaki w zimę zatrzymałyby śnieg nawiewany na drogę, to dobry sposób na wyhamowanie auta które wyleciało z drogi, znikają plamy śliskich gnijących w kałużach liści poza tym łatwiej naprawić podrapaną karoserię niż samochód owinięty wokół drzewa). Wyprzedzanie stanie się łatwiejsze i bezpieczniejsze (nawet dla "zielonych", niedoświadczonych kierowców), kiedy powstanie więcej pasów do wyprzedzania. Sposobem na złą widoczność na krzyżówkach mają być ronda.




















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!