Opel insignia, czyli następca vectry oficjalnie zadebiutuje podczas międzynarodowych targów samochodowych w Londynie. My już dziś pokazujemy Wam wyobrażenie tego jak może wyglądać najnowsza limuzyna.

General Motors (Opel jest własnością tego koncernu) zdecydował się na oficjalne opublikowanie zdjęć nowej insigni. Na razie tylko zamaskowanych modeli.

Przy tej okazji zdradzili też kilka szczegółów dobrego maskowania prototypów. Zespół odpowiedzialny za kamuflaż rozpoczął przygotowania jeszcze kiedy nowy samochód był tylko symulacją komputerową i glinianym modelem. Wspólnie z głównymi projektantami ustalili które z charakterystycznych linii karoserii powinny być zakryte przed paparazzi prototypów.

Jednym ze sposobów maskowania jest doklejanie części które na pewno nie znajdą się w modelu produkcyjnym np. wielkiego, paskudnego spoilera na bagażniku. Inna część operacji to oklejenie samochodu gładką taśmą, która wytrzymuje temperatury od -40 do +70 stopni Celsjusza. W strategicznych miejscach pod folię podkładano gąbkę tak by nie zdradzić właściwego kształtu karoserii. W podobny sposób przykryto linię okien.

Wcześniej specjaliści z Opla maskowali swoje auta biało-czarną szachownicą. Teraz zmienili taktykę - specjalny wzór naklejek w kształcie "rybek" ma wprowadzać w błąd obiektywy aparatów fotograficznych. W rezultacie nowy wzór ma tworzyć efekt migotania.

Mało tego ludzie z Opla opracowali zestaw surowych zasad dotyczących prototypów i ludzi przy nich pracujących. Na przykład zasada nr 531 mówi, że samochód niezamaskowany nie może się zatrzymać w miejscu publicznym, gdy np. kierowca uda się coś przekąsić lub do toalety.

W aucie zawsze powinien leżeć brezent, którym można szybko przykryć testowe auto w przypadku niespodziewanej awarii. Na drogach publicznych prototypowi zawsze towarzyszy drugi samochód. Taki konwój ma w razie potrzeby udzielić natychmiastowej pomocy prototypowi.

Podczas transportu na duże odległości np. na jazdy testowe w Finlandii, prototypy muszą być transportowane w zamkniętych ciężarówkach. W przeszłości, bezczelni paparazzi po prostu unosili plandekę i robili kilka zdjęć, gdy kierowca miał zasłużoną przerwę.

O tym jak spece z Russelsheim walczą z paparazzi opowiedział taejmniczy Pan M. Człowiek odpowiedzialny za kamuflowanie prototypów samochodów firmy Opel przez ponad 20 lat. Na jego wizytówce służbowej widnieje informacja "Camouflage Cross carline" (kamuflaż samochodów):

Panie M, czy zdradzi nam Pan swoje prawdziwe imię i nazwisko?

M: Wolałbym nie. Solidna ochrona prototypów to również rozsądne zachowanie personelu. A zaczyna się to od preferowania działań w tle, w przeciwieństwie do dążenia znajdowania się w centrum zainteresowania.

Tak więc jest Pan pewnego rodzaju władcą tajemnic?

M: Prywatnie nie, ale w pracy usiłuję robić absolutnie wszystko, aby nie pozwolić konkurencji odkryć, co planujemy.

Czy nie byłoby łatwiej testować prototypy na szczelnie zamkniętym terenie prób?

M: Według mnie tak. Lecz niestety w realnym świecie nie jest to niemożliwe. W pewnym momencie procesu rozwoju, samochody muszą pojawić się na drogach, po których nasi klienci zamierzają nimi jeździć w przyszłości. A testy w nocy nie zawsze są możliwe - moglibyśmy stracić nawet 2/3 czasu przeznaczonego na rozwój, w zależności od pory roku.

Tajemnica pewnie osiąga swój szczyt w początkowej fazie rozwoju...?

M: W zasadzie tak. Ale tak naprawdę początki są stosunkowo łatwe, ponieważ komponenty nowych technologii są najpierw testowane na modelu poprzednim. A te samochody nie ujawniają zbyt wiele. Prawdziwy test następuje wtedy, gdy gotowe są pierwsze prototypy z nowymi nadwoziami.

Jak Pan podejmuje decyzję, w jaki sposób samochody te będą maskowane?

M: W początkowych etapach, siadam wraz z projektantem nowego modelu i wspólnie omawiamy, jakie są szczególne elementy identyfikujące nowy styl. Następnie proponuję jak najlepiej można zamaskować te elementy.

Co oznacza nalepianie jak najwięcej plastikowych elementów w celu uczynienia go najbrzydszym, jak to możliwe?

M: Niestety nie jest to takie proste, ponieważ mimo że chcemy, aby to auto było nie do rozpoznania jak to tylko możliwe; to inżynierowie w grupach testujących muszą mieć możliwość pracy nad nim. Ponadto samochody te muszą być dopuszczone do ruchu przez TÜV (niemiecka agencja kontroli technicznej).

Przez TÜV?

M: Oczywiście. Każdy samochód na niemieckich drogach musi mieć stempel TÜV. Oznacza to na przykład, że oświetlenie musi być zgodne z przepisami, a samochód nie może posiadać żadnych ostrych elementów. Ponadto wszystkie elementy, które są specjalnie wykorzystywane do maskowania muszą być bezpiecznie przymocowane do samochodu.

Co dla Pana pracy oznaczają wymagania inżynierów?

M: Podam kilka przykładów. Inżynierowie zajmujący się silnikiem nalegają, aby obieg powietrza chłodzącego był dokładnie taki sam jak w samochodzie seryjnym. Chłopcy od nadwozia chcą mieć możliwość otwarcia wszystkich drzwi i dachu. Dla specjalistów od akustyki, oświetlenia i widoczności byłoby najlepiej, gdyby nie było żadnego kamuflażu.

Nie pozwala to na zbyt dużą swobodę w Pańskiej pracy?

M: To prawdziwe wyzwanie. W pewien sposób przebudowujemy części nadwozia. Części plastikowe, które stosujemy do maskowania kształtu karoserii w celu oszukania paparazzi prototypów, są wykonane specjalnymi narzędziami. Używamy również wzorów, które nalepiamy na samochody tak, aby karoserie były nie do rozpoznania, jak to tylko możliwe.

Co jest najtrudniejsze w maskowaniu?

M: Bez wątpienia samochody typu kombi oraz terenowo-rekreacyjne (SUV). Ich karoserie zapewniają ograniczone możliwości maskowania. Jako przeciwieństwo można podać samochody typu sedan, które mogą być wyposażane w tylny spojler dający całkowicie fałszywe wrażenie, co do jego rzeczywistego wyglądu.