Problemy wywołało jedno niefortunne sformułowanie w rozporządzeniu ministra infrastruktury z 3 lipca 2003 roku. Zapis zabraniał zielonych strzałek na skrzyżowaniach, gdzie ruch jest kolizyjny.

Twórcy przepisu chyba zapomnieli, że właściwie na każdym skrzyżowaniu przecinają się kierunki jazdy samochodów, co grozi zderzeniem. Efekt? Urzędnicy z zarządów dróg miejskich na wszelki wypadek nakazali np. zasłaniać zielone strzałki workami.

Na skrzyżowaniach dużych miast zaczęły tworzyć się korki. Wściekli kierowcy i tak skręcali w prawo na czerwonym świetle, zwłaszcza w tych miejscach, gdzie brak zielonej strzałki był oczywistym absurdem.

Teraz na szczęście Ministerstwo Infrastruktury zmieniło zagmatwany zapis. 28 marca 2008 roku został podpisany specjalny dokument, który umożliwia "dalsze stosowanie na skrzyżowaniach sygnału dopuszczającego skręcanie w kierunku wskazanym strzałką (sygnalizatorów S-2)", czyli tzw. "zielonej strzałki".

Krótko mówiąc - strzałki znów są ważne, a to przynajmniej częściowo rozładuje korki.