W czasie karkołomnej jazdy 24-latek na przednim siedzeniu, bez fotelika, wiózł swoją trzyletnią córeczkę. Po zatrzymaniu tłumaczył, że uciekał, bo nie miał przy sobie dokumentów. O pościgu, który miał miejsce w połowie kwietnia, dopiero we wtorek poinformowała dąbrowska policja.

"Na ul. Poniatowskiego w Dąbrowie Górniczej policjanci drogówki usiłowali zatrzymać szybko jadącego mini coopera. Kierowca, nie zważając na stojącego na jezdni policjanta, ruszył do ucieczki i tylko refleks uchronił funkcjonariusza od rozjechania przez szaleńca" - relacjonował młodszy aspirant Dariusz Mularczyk.

Policjanci w nieoznakowanym radiowozie ruszyli w pościg. W ciągu niespełna 10 minut uciekinier popełnił kilkadziesiąt wykroczeń. Z dużą prędkością przejeżdżał przez wąskie osiedlowe uliczki, przecinał skwery, podwórka i skrzyżowania mimo czerwonego światła, co chwila wymuszając pierwszeństwo przejazdu. Czasem jechał ponad 140 km na godzinę. Dopiero po spowodowaniu kolizji został zatrzymany na ul. Adamieckiego.

Po zatrzymaniu okazało się, że kierowca był trzeźwy, nie przewoził również żadnych zabronionych rzeczy, tłumaczył policjantom, że jedynym powodem karkołomnej ucieczki był brak OC i dokumentów pojazdu.

Policjanci dąbrowskiej drogówki, sporządzając wniosek o ukaranie, przedstawili nieodpowiedzialnemu ojcu w sumie 35 zarzutów i do uzbieranych wcześniej 5 punktów doliczyli rekordową w skali kraju liczbę 205 punktów karnych.

Krzysztof L. otrzymał mandat w wysokości 500 złotych i jednocześnie rozstał się z prawem jazdy. Na jak długo zostanie bez uprawnień do prowadzenia samochodu, zdecyduje sąd.