Mrozy skłaniają kierowców do długiego rozgrzewania samochodów. Panuje błędna opinia, że w takich warunkach, zanim samochód ruszy, jego silnik powinien pracować co najmniej 2 minuty. Tymczasem większości aut wystarczy jedynie kilka sekund, aby temperatura płynu chłodniczego podniosła się do poziomu umożliwiającego jazdę.

>>>Tak powstaje najgłupsza stłuczka świata

"Kierowcy włączają silnik, czekając aż się rozgrzeje, a w międzyczasie np. oczyszczają stojące auto ze śniegu. Większość nie wie, że silnik samochodu będącego na biegu jałowym rozgrzewa się znacznie wolniej niż podczas jazdy. Zbyt długie rozgrzewanie silnika na postoju może się ponadto przyczynić do jego nadmiernej eksploatacji" - mówi Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Jazdy Renault.

>>>Zobacz, jak uratować skórę z poślizgu

Najlepszą metodą na rozpoczęcie podróży samochodem zimą jest odczekanie kilku sekund, a następnie płynne ruszenie. Dzięki takiemu postępowaniu silnik pracujący pod obciążeniem szybciej się nagrzewa. "Należy jednak pamiętać, aby unikać wprowadzania pojazdu od razu na zbyt wysokie obroty. Silnik najefektywniej adaptuje się do pracy podczas niskich temperatur, pracując na umiarkowanych obrotach w początkowej fazie jazdy" - tłumaczą trenerzy Szkoły Jazdy Renault.

Pamiętajcie, że zima to czas katorgi dla każdego akumulatora a pożyczanie prądu wymaga zachowania porządku...



Żeby uniknąć powtórki z problemów, akumulator trzeba doładować. Przez odpalanie "na hol" lub "na pych" można doprowadzić do uszkodzenia rozrządu i silnika.