Poseł Piotr Liroy-Marzec nie odpuszcza walki o wprowadzenie jednej tablicy rejestracyjnej na cały okres eksploatacji (życia) samochodu od chwili jego pierwszej rejestracji w Polsce. Przypominamy, że ten pomysł pojawił się ponad półtora roku temu i dziś wraca w nowej interpelacji parlamentarzysty do ministra infrastruktury i budownictwa Andrzeja Adamczyka. Spytaliśmy polityka skąd ten upór?

– Ostatni do moich biur poselskich w Kielcach oraz w Warszawie licznie zgłaszają się mieszkańcy, którzy mają problem z rejestracją zakupionych pojazdów. Skarżą się na ogromne kolejki w wydziałach komunikacji – mówi dziennik.pl Liroy-Marzec.

Zdaniem posła kolejki wynikają głównie z nieudolności prezydentów miast.

– Z tym problemem nie poradziła sobie Hanna Gronkiewicz-Waltz, ani Wojciech Lubawski przez tyle lat rządów. W Kielcach czy stołecznej Białołęce słyszy się nawet o handlu numerkami. To patologia. Ale gdyby nie trzeba było zmieniać tablic przy zmianie właściciela pojazdu, wszystkie formalności z rejestracją załatwialibyśmy z domu przez internet. Dlatego proponuję takie rozwiązanie – wyjaśnia i podkreśla, że zmiana prawa byłaby nie tylko ułatwieniem, ale przełożyłaby się również na ogromne oszczędności finansowe dla kierowców.

Jedna tablica rejestracyjna na zawsze

W myśl obecnych przepisów każda zmiana właściciela pojazdu wymaga nie tylko zmiany dokumentów, ale także tablic rejestracyjnych – a to wydłuża całą procedurę. Wyjątkiem jest ponowna rejestracja pojazdu przez nabywcę w tym samym powiecie. Wtedy można pozostawić dotychczasowe tablice. – Skoro nie zmienia się numeru VIN przy rejestracji, to jaki jest sens wymiany tablic? – pyta retorycznie.

Zdaniem polityka, gdyby tablice rejestracyjne zostały przypisane do danego pojazdu – od momentu rejestracji w kraju, aż do zbycia poza terytorium Polski lub oddania go na złom, procedura rejestracji pojazdu przebiegałaby dużo szybciej.

– W takim przypadku, część pozostałych formalności mogłoby ulec cyfryzacji, co jest faktem w niektórych krajach Unii Europejskiej – kwituje.

Kierowcy na plusie, stracą urzędy

Liroy-Marzec dziś dopytuje ministerstwo, czy czasem nie zamiotło pod dywan jego propozycji z początku 2017 roku. Wówczas wiceminister Jerzy Szmit odpowiadając na iterpelację stwierdził, że resort rozważy pomysł po wdrożeniu programu CEPiK 2.0.

Poseł chce wiedzieć, czy urzędnicy przez ponad 1,5 roku pracowali nad wprowadzeniem jednego numeru rejestracyjnego pojazdu od momentu rozpoczęcia eksploatacji, aż do jego wycofania z ruchu. Jest też ciekaw, czy ministerstwo w tej sprawie prowadziło konsultacje społeczne lub może je planuje. I wreszcie domaga się rozwiązania problemu kolejek w wydziałach komunikacji.

Jeśli resort przychyli się do jego pomysłów – jak miało to miejsce już kilka razy – wówczas będzie można mówić o rewolucji, z której ucieszą się kierowcy. Mniej powodów do zadowolenia będą mieli producenci tablic rejestracyjnych. Stracą też urzędy.

Z informacji uzyskanych w jednym z wydziałów komunikacji wynika, że obecnie rejestracja pojazdu z zagranicy kosztuje ok. 256 zł. Przerejestrowanie auta z innego powiatu to wydatek 180 zł, a rejestracja w granicach powiatu - 80 zł (zostają te same tablice). Wydanie nowego dowodu rejestracyjnego kosztuje ponad 73 zł.