Przypominamy, że chodzi o postępowanie na auta, które mają zastąpić wysłużone Honkery. Pierwszy przetarg rozpisany pod koniec lipca 2015 roku został unieważniony w czerwcu 2017 roku - Ministerstwo Obrony Narodowej jako uzasadnienie tej decyzji podało zbyt wysoką kwotę zaproponowaną przez wykonawcę (wpłynęła tylko jedna oferta od konsorcjum PGZ i Wojskowych Zakładów Motoryzacyjnych; Ford Ranger był oferowany jako nowy wóz dla wojska).

Nowy przetarg rozpisano w połowie lipca 2017 roku. Z dokumentów wynika, że MON chce kupić 872 auta nieopancerzone i 41 pojazdów opancerzonych. Dostawę przewidziano w latach 2019-2022. Wygląda jednak na to, że historia lubi się powtarzać i również ten przetarg może zostać unieważniony.

Okazuje się, że Inspektorat Uzbrojenia nie miał zbyt dużo roboty przy rozrywaniu kopert złożonych do przetargu pod kryptonimem Mustang. Z informacji wynika, że do postępowania na "dostawę samochodów ciężarowo-osobowych wysokiej mobilności" ponownie złożona została tylko jedna propozycja. Dostarczeniem nowych aut dla wojska jest zainteresowane konsorcjum, które tworzą: Polski Holding Obronny z Warszawy (lider) i Concept Sp. z o.o. z Bielska-Białej.

Duet wycenił swoją ofertę na 524 171 699 zł (524 mln zł) i zobowiązał się ją zrealizować w czterech rocznych odstępach. Pierwsze auta miałby trafić do armii do 31 października 2019 roku. Ostatnia dostawa byłaby z kolei zaplanowana na 31 października 2022 roku.

Problem jednak w tym, że MON na realizację zamówienia planuje przeznaczyć 239 038 000 zł (239 mln zł). To ponad dwa razy mniej niż w propozycji Polskiego Holdingu Obrony i Conceptu.

Dino zastąpi Honkera?

Zaproponowany MON przez konsorcjum następca Honkera to samochód o nazwie Dino, który zadebiutował jesienią 2017 roku podczas Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach.

- Z tym pojazdem stajemy do przetargu ogłoszonego przez MON na nowe samochody ciężarowo-osobowe wysokiej mobilności Mustang - powiedział wtedy dziennik.pl Tomasz Kłeczek, prezes spółki Concept z Bielska-Białej, która skonstruowała ten pojazd.

- Dino z powodzeniem spełnia warunki postawione przez polskie wojsko. Może zabierać na pokład 8 żołnierzy plus kierowcę, a model opancerzony czterech plus szofera. Stworzyliśmy dwa warianty tego pojazdu - o dopuszczalnej masie całkowitej 3,5 t oraz 4,6 t. Cięższy wariant może być bazą do stworzenia samochodu opancerzonego spełniającego warunki normy Stanag 1 - wyjaśnił nam przedstawiciel spółki Concept.

Wiadomo, że Dino w swojej konstrukcji wykorzystuje zespół napędowy stosowany w mercedesie klasy G (trzylitrowy silnik wysokoprężny i skrzynia biegów) oraz układ 4x4 rozwinięty przez niemiecką firmę Oberainger Automotive GmbH. - Wykorzystanie podzespołów renomowanych producentów daje gwarancję dostępności części przy produkcji i późniejszym serwisowaniu w każdej części świata - stwierdził szef bielskiej spółki.

Koncepcja nadwozia wykonanego z lekkich kompozytów jest pomysłem polskich inżynierów. Dino ma 5,5 m długości i 2,2 m szerokości. Drzwi - dzięki specjalnym zawiasom - dają się całkowicie zdemontować niczym w śmigłowcach - dzięki temu można stworzyć po każdej stronie auta stanowiska ogniowe. Także tylne drzwi są zdejmowane, co ma ułatwić transport długich ładunków. Prezes spółki Concept podkreśla, że karoseria już w bazowej odmianie zapewnia bezpieczeństwo w razie ostrzału z lekkiej broni kaliber 5,56.

- Dino może być platformą do wszelkiego rodzaju wyrzutni, jego konstrukcja pozwala przykładowo zamontować obrotnicę do granatnika 40 mm. Przewidzieliśmy sposoby dowolnej modyfikacji - skwitował Kłeczek.