Na problem kierowców "ponaglających" innych, jadących zgodnie z przepisami, zwrócił uwagę nasz czytelnik z Poznania. - Wyprzedzając kolumnę TIR-ów na autostradzie, jechałem przepisowe 140 km/h (ustawiłem tempomat). Trochę ich było, w pewnym momencie dogoniła mnie toyota. Facet za kierownicą najpierw włączył lewy kierunkowskaz, potem zaczął mrugać długimi światłami. Nie miałem jak zjechać na prawy pas, przecież obok były ciężarówki. Wreszcie zaczął najeżdżać na mój tylny zderzak i trąbić. Szczęśliwie karawana tirów się skończyła i mogłem zmienić pas. Idiota z toyoty, mijając mnie, coś pokazywał i pukał się w głowę. Może go bolała i pędził do lekarza? W każdym razie chciałbym wiedzieć, co o takim zachowaniu sądzi policja? Czy można tak popędzać? Powinienem w takich przypadkach przyspieszać, by zwolnić drogę szybszemu? - pyta Stanisław.

O rozwianie wątpliwości poprosiliśmy Biuro Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.

- W sytuacji ujawnienia przez policjanta wskazanego zachowania - jazda "na zderzaku", używanie świateł drogowych niezgodnie z przeznaczeniem itp. - jego reakcja w większości zakończy się nałożeniem mandatu karnego - powiedział dziennik.pl nadkom. Radosław Kobryś z BRD KGP i wyliczył, że np. za mruganie światłami drogowymi kodeks przewiduje 200 zł grzywny i 3 punkty karne.

Co prawda, przepisy nie określają bezpiecznego minimalnego odstępu przy określonej prędkości i nie precyzują również kar za zbyt bliską jazdę, ale…

- Niewątpliwie jazda "na zderzaku" innego pojazdu może również powodować zagrożenie w ruchu drogowym, w szczególności na drogach tzw. szybkiego ruchu. Wtedy funkcjonariusz wypisze 500 zł mandatu i na konto kierowcy trafi 6 punktów - wyjaśnił Kobryś. Zaznaczył, że wykroczenia mogą występować w różnych kombinacjach - jako pojedyncze lub sumować się. A osoba, która nie zachowa bezpiecznego odstępu, w skrajnych przypadkach może też zostać uznana winną kolizji.

W ocenie policjanta tak ofensywna jazda jest nie tylko zachowaniem nagannym z prawnego punktu widzenia, ale i po części moralnego. - Taki kierujący może wzbudzać wśród innych uczestników ruchu skrajne odczucia - od strachu rozpoczynając na agresji kończąc - zauważył.

Poprosił jednocześnie, by nie pozostawiać takich zachowań bez reakcji.

- Wszelkie nagrania dokumentujące wykroczenia w ruchu drogowym można przesyłać na specjalne skrzynki wskazane na stronach internetowych komend wojewódzkich policji lub dostarczyć do najbliższej jednostki na nośniku. Taki materiał będzie podstawą do wszczęcia postępowania w sprawie o wykroczenie - stwierdził nadkomisarz.

Jak ocenić bezpieczny odstęp?

Pewną wskazówką może być metoda stosowana w Niemczech. Tam kierowcom wpaja się zasadę "połowa prędkościomierza" (halber Tacho). Za minimalny bezpieczny odstęp od auta poprzedzającego jest uznawana połowa wartości prędkości liczona w metrach i tak np. przy 100 km/h ma to być 50 m, przy 120 km/h - 60 m, 140 km/h - 70 m.

- Warto zapamiętać, że samochód jadący 140 km/h w ciągu sekundy przejeżdża ok. 40 m, a jego droga hamowania wynosi ok. 150 m - wyliczył Kobryś.

Nie blokuj lewego pasa

Policjant wskazał też na drugą stronę medalu, czyli kierowców okupujących lewy pas.

- W Polsce obowiązuje ruch prawostronny. Kierujący pojazdem, korzystając z drogi dwujezdniowej, jest obowiązany jechać po prawej jezdni; w przypadku jezdni dwukierunkowej co najmniej o czterech pasach ruchu, musi zajmować pas ruchu znajdujący się na prawej połowie jezdni. Za bezzasadną jazdę lewym pasem grozi 100 zł mandatu - przypomniał.

Kodeks mówi też, że kierowca ma obowiązek jechać możliwie blisko prawej krawędzi jezdni. Z nielicznymi wyjątkami nie może zajmować więcej niż jednego pasa ruchu.

- Przepisy nie precyzują minimalnej prędkości na autostradzie czy drodze ekspresowej, ale jeśli kierowca będzie jechał zbyt wolno - w szczególności lewym pasem - i blokował ruch, może dostać mandat za jazdę z prędkością utrudniającą ruch innym. Wynosi nawet 200 zł, do tego 2 punkty karne - ostrzegł przedstawiciel KGP.

Przekaz jest jasny. Lewy pas służy tylko do wyprzedzania i nie wolno nim jechać, gdy prawy jest wolny.

- W Polsce wyprzedzanie z prawej strony na autostradach i dwujezdniowych drogach ekspresowych nie jest zabronione. Lepiej jednak tego unikać, bo istnieje niebezpieczeństwo, że nieostrożny kierowca zajedzie nam drogę. A jeśli ktoś zdecyduje się na taki manewr, to musi zachować szczególną ostrożność - skwitował Kobryś.