W 2017 roku w Europie zarejestrowano 15,57 mln nowych samochodów (o ponad 3 proc. więcej niż 2016). A największy udział w tej liczbie mają modele SUV - ponad 29 proc. rynku należy do tych aut. Drugą lokatę zajmują samochody klasy B (volkswagen polo, ford fiesta i inne), a podium zamykają kompakty (volkswagen golf, opel astra itp.). I pomyśleć, że jeszcze 10 lat temu udział SUV-ów w sprzedaży był na poziomie 8,5 proc.

Z danych Jato Dynamics wynika też, że w 2017 roku padł rekord - pierwszy raz w historii europejskiego rynku zanotowano 4,56 mln rejestracji SUV (wobec 3,81 mln w 2016; wzrost o 19,5 proc.). Osiągnięcie rekordowego wyniku było możliwe dzięki poważnym wzrostom w poszczególnych segmentach modeli SUV: D wystrzelił o 34 proc., klasa kompaktowa C to 21 proc. na plus, segment miejski B zyskał 17,5 proc.

Niektóre firmy zyskują na tej modzie do samego jej początku, a inne dopiero wkraczają w świat SUV-ów i crossoverów. Jednym z największych spryciarzy jest Opel, który także postanowił dać kierowcom tego rodzaju auta. A żeby nie trzeba było na nie czekać w nieskończoność niemiecka firma w 2012 roku połączyła siły z koncernem PSA Peugeot Citroen. Pierwszym owocem pięcioletniej współpracy niemiecko-francuskiej był crossover opel crossland X oparty na platformie PSA - rywalizuje w segmencie B. Samochód zbudowano jeszcze przed oficjalnym małżeństwem, czyli decyzją o kupnie Opla od GM przez francuski koncern.

Po nim wjechał znacznie większy grandland X korzystający z techniki peugeot 3008. W ocenie analityków Jato Dynamics właśnie ten kompaktowy SUV ma zapewnić marce Opel powrót do zarabiania pieniędzy. Przypominamy, że pod francuskimi skrzydłami niemiecki producent zamierza do 2020 roku wrócić do trwałej rentowności.

Efekt? W 2017 roku Europejczycy kupili ponad 6 tys. sztuk największego SUV-a tej firmy. Teraz ludzie z Opla dwoją się i troją, by licznik nie wyhamował. Pewnie dlatego 2 i 3 lutego w salonach niemieckiej marki w całej Polsce zorganizowano zapisy na trzydniowe testy modelu grandland X. Podobno za kółkiem można poczuć się jak Marcin Dorociński ;)