- Sposób działania podejrzanych polegał na tym, że wcześniej zakupionymi samochodami "polowali" na innych kierowców na terenie Poznania i innych miast Wielkopolski. Najczęściej używali do tego aut marek francuskich: Peugeot, Renault. Dobrze wiedzieli, że np. błotnik do Golfa kosztuje 500 zł, a do modelu francuskiego producenta już 1000 zł - powiedział dziennik.pl mł. insp. Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy wielkopolskiej policji.

Jak odbywało się polowanie? - Wybierali miejsca, w których łatwo było "trafić ofiarę". Wówczas niby dobrodusznie wpuszczali takiego kierowcę np. z drogi podporządkowanej, a następnie ruszali swoim autem i doprowadzali do stłuczki. Później występowali do firmy ubezpieczeniowej o wypłaty odszkodowań - wyjaśnił Borowiak.

Kiedy już ich auto było tak poobijane, że nie nadawało się do kolejnej akcji - bo wzbudzałoby podejrzenia - wówczas celowo wjeżdżali w wyrwy oraz dziury w drogach i niszczyli pojazd. Samochód po takiej operacji często nadawał się na złom. - Następnie domagali się odszkodowań od zarządców dróg. To była ich druga ulubiona metoda - powiedział policjant.

W jaki sposób proceder wyszedł na jaw? Otóż kilka miesięcy temu policjanci z poznańskiej drogówki zwrócili uwagę, że osoby znane im m.in. z wystąpień w mediach bardzo często wzywają ich do kolizji drogowych.

- Podejrzenie funkcjonariuszy wzbudziło to, że zazwyczaj do zdarzeń dochodziło niemal w tych samych miejscach, poruszali się różnymi samochodami i mieli zainstalowany system kamer mający potwierdzić ich wersję wydarzeń. Policjantów zdziwiła też ich agresywna i roszczeniowa postawa - wyjaśnił Borowiak.

Sprawę zaczęli badać policjanci Wydziału PG Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu. Po jednym telefonie okazało się, że nazwiska tych osób figurowały w dziesiątkach spraw ubezpieczeniowych. Materiały zebrane przez śledczych już trafiły do Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Kamery i broń

Mundurowi zatrzymali sześć osób zamieszanych w tę sprawę. Dziennik.pl nieoficjalnie ustalił, że wśród nich są przedstawiciele "Stowarzyszenia Prawo na Drodze". Jak się dowiedzieliśmy, prowodyr grupy wyłudzaczy miał jednemu z "upolowanych" kierowców grozić nielegalnie posiadaną bronią. Według wstępnych szacunków policji, suma strat może sięgnąć nawet 2 mln zł.

Kierowcy w Polsce powszechnie wiedzą, że jednym z najbardziej znanych działaczy tej organizacji jest słynny pogromca radarów Emil Rau, który od lat tropi nieprawidłowości na drogach. Mieszkaniec Zielonej Góry w swoich nagraniach wideo zwracał szczególną uwagę na działania straży miejskiej oraz sposoby ustawiania przez nie fotoradarów. Z naszych ustaleń wynika, że Rau zostanie wezwany przez policję na przesłuchanie.

W zatrzymaniu podejrzanych brały udział grupy realizacyjne oraz funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych. Do policyjnego aresztu, za udział w tym procederze, trafiła też funkcjonariuszka KMP w Poznaniu. Komendant Miejski Policji w Poznaniu, po otrzymaniu materiałów z prokuratury, zadecyduje o uruchomieniu procedury zwolnienia jej ze służby w Policji.

Sześciu podejrzanym przedstawiono łącznie 30 zarzutów: wyłudzenia odszkodowań, oszustw, działania w zorganizowanej grupie przestępczej.

- Za tego rodzaju przestępstwa grozi kara 8 lat pozbawienia wolności, a w przypadku przestępstw popełnionych w strukturach grupy przestępczej nawet do 12 lat więzienia - wyjaśnił Borowiak. Policja i Prokuratura wystąpiły już do sądu z wnioskami o areszt dla podejrzanych.